Menu

Dalsze Losy Katniss i Peeta

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Zapraszam wszystkich serdecznie.

#37 Konferencja

nszarynska

Zapraszam do czytania. Na spokojny wieczór. :) //Nszarynska

Znajdź bloga na FB! Informacje na bierząco! :)

www.facebook.com/mellarkeverdeenblog

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Peeta obejmuje mnie mocno, a następnie patrzy głęboko w oczy.

- Myślałem, że coś ci się stało. W chwili gdy Johanna zadzwoniła, miałem nawrót wspomnień, ale usłyszałem, że Blackhand coś knuje, że tracimy panowanie nad sytuacją i pomyślałem wtedy o tobie. Nagle jakby wszystko wróciło do normy. Tylko ty możesz być moim lekarstwem.- powiedział i pocałował mnie delikatnie.

Wszyscy usiedliśmy w salonie. Powstała nerwowa sytuacja. Po oczach Annie, dostrzegam że chciałaby powiedzieć coś, co mogłoby rozluźnić sytuację. Pierwszy odzywa się jednak Jake.

- Wiem do czego zmierza Blackhand. Wiedziałem to od samego początku.- rzucił krótko.- Jednak nie miałem pojęcia kiedy to się stanie. Teraz już rozumiecie? Jesteśmy dla niego niewygodni.

- Wiadomo.- potwierdził Peeta jednocześnie mnie obejmując.- Tylko, że czekając na rozwój sytuacji, wrócimy do punktu wyjścia.

- Tak. Ale jeżeli myślisz o tym, żeby się ewakuować to nie ma szans.- przerwał Jake.- Wszystkie granice między Dystryktami będą lada chwila zamknięte. Zadzwonię do Haymitcha i Beetee'go.

Dojście do władzy Blackhanda może oznaczać tylko jedno. Będzie chciał nas wyeliminować. Nawet już wiem jak.

- Myślicie, że zorganizuje Igrzyska?- zapytała cicho Annie.

Każdy z nas siedzących nie znał odpowiedzi na to pytanie, a raczej nie chciał dopuścić do siebie takiej odpowiedzi.

- Może da się z nim negocjować.- proponuję. Wzdycham tylko jednak, bo wiem że to nie ma racji poskutkować.

Jake niepewnie wraca do salonu.

- Dowiedziałem się, że Blackhand jest teraz na konferencji potwierdzającej prawa prezydenta. Jednak mam prawo jeszcze wrócić do pałacu, w którym obraduję. Jest tam taka aktówka...

- Dlaczego nie powiedziałeś nam wcześniej?!- wrzasnął Peeta.

- Dopiero o tym pomyślałem. Prawdopodobnie są tam dokumenty, które musiał wcześniej ktoś wypisać. Ktoś musiał zapisać go to tej funkcji. Są tam pozapisywane różne dane o osobach, które pracowały w pałacu.

- Snow...- warczę pod nosem i zaciskam pięść.- Musimy zadzwonić po Gale'a.- zaproponowałam. Peeta kiwnął głową i złapał za telefon.

- Jednak nie wiem, czy jest szansa zaprzeczyć tym dokumentom.- oznajmił Jake.

- To nie ma sensu.- prychnęła Johanna.- Zawsze będą sprytniejsi od nas.

- Gale pracował tam, może on będzie wiedział coś więcej.- mówię i zerkam na Jake'a.

- Może. Jednak trzeba zacząć działać.- były prezydent włączył telewizor i niespokojnie zaczął przeszukiwać kanały.

- Gale musisz przyjechać do Johanny. Zapewne już wiesz co się dzieje.- powiedział Peeta do małego urządzenia, które zaciska w ręce. Delikatnie przytulam się do niego. Wszystko kosztuje go tyle nerwów. Mam nadzieję, że sobie z tym wszystkim poradzimy.

Z telewizora dobiegł mnie głos Blackhanda. Natychmiast wszyscy obrócili się w stronę czarnego, brzęczącego pudła.

- Obywatele Panem. Pragnę oświadczyć, że tymczasowo obejmuję prawa prezydenta. Jake zostaje z tej funkcji zwolniony, ponieważ faworyzował nie które dystrykty. Jednocześnie, wzywam go, jak i pozostałych zwycięzców, aby przyjechali nazajutrz do Kapitolu, w sprawie ustalenia kilku kwestii.

Głos Blackhanda ucichł, a następnie na ekranie pojawiło się godło Panem, a z głośników zaczął wydobywać się hymn.

Wpadam w histerię. Z moich oczu wypływają niechciane łzy. Sekundę później, czuję obejmujące mnie ciepłe dłonie Peety.

- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Jeszcze przecież to o niczym nie świadczy. Może mylimy się tylko.- uspokaja mnie. Wiem jednak, że Blackhand nie będzie litościwy. Snow zatrudnił kogoś, kto będzie zapewniał państwu drugiego siebie. Wiedział, że nie zdołamy temu zapobiec. Państwo nie będzie chciało teraz stanąć po naszej stronie.

Budzi mnie delikatne światło poranka. Podnoszę się ciężko z łóżka i ruszam w stronę łazienki. Nagle wracają do mnie wczorajsze wydarzenia. Siadam pod ścianą i zaczynam głośno łkać. Nie mogę tam wrócić. W mojej głowie zaczynają świdrować tysiące myśli. Nie na arenę. 

Powolnie odkręcam kran i pozwalam wyciekać gorącej wodzie. Patrzę na nią i popadam w paranoję. W mojej głowie zaczynam widzieć krew wszystkich poległych trybutów i głos, że to moja wina. Widzę zmiechy, które biegną w moją stronę. Zakręcam szybko kran i cofam się pod ścianę. Nie jestem w stanie nawet spojrzeć w lustro. Przymykam oczy, wchodzę do kabiny z prysznicem i puszczam ciepłą wodę. Czuję jak spływają po mnie dzisiejsze koszmary. Woda jest bardzo kojąca. Pozwala moim myślą delikatnie pracować. Biorę głębokie wdechy, zaczynam się wyciszać. Moje ciało jednak jeszcze drży. Zerkam kątem oka na moje popalone blizny na ciele. Wzdrygam się na samą myśl tego wszystkiego.

Wychodzę spod prysznica i owijam się białym ręcznikiem. Wędruję do sypialni i zauważam, że nie ma Peety w pokoju, więc zaczynam się ubierać. Zakładam wygodną koszulkę i wciągam na siebie dresy. Ostatnio bardzo się zaniedbałam, Peeta jednak kocha mnie taką, jaką jestem. Jest mi ciężko się dla niego zmienić, ale mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi.

Zbiegam na dół i widzę nakryty stół. Kilka osób pomaga Peecie przy śniadaniu.

- Mamy być tam przed południem, więc musimy wyjechać przed jedenastą.- rzucił Jake i usiadł przy stole. Podeszłam do Peety i delikatnie musnęłam go ustami w policzek.

- Dzień Dobry.- mruknął i objął mnie w pasie.

- Jak ja bez ciebie tutaj wytrzymałam.- oznajmiłam żartobliwie i wyplątałam się z jego objęć. Dosiadłam się do stołu i zaczęłam jeść delikatnie przysmażane tosty.

Zaraz po śniadaniu zapakowaliśmy się w samochód, którym dysponuje Jake i wyruszyliśmy do Kapitolu. Po dojechaniu na miejsce, przed budynkiem zgromadziło się sporo fotografów, więc sprawnym ruchem przybiegliśmy do budynku. Każdy strażnik zimno na nas patrzył. Lustrowali nas raz po raz. Jeden z nich wskazał nam drogę do gabinetu, w którym jest Blackhand.

Jake pociągnął za klamkę i zaczerpnął głęboki wdech. Pomieszczenie jest dosyć duże. Na środku jego jest wielki stół, a dookoła dwanaście krzeseł.

- Proszę, usiądźcie.- poinformował Blackhand i napił się gorącego napoju, który ma w kubku. Jego asystentka podała mu stertę papierów, po czym wyszła z sali.- Jeżeli chcecie, żeby wszystko było w porządku, to musicie ze mną współpracować, a żadnemu z was się nic nie stanie.- powiedział i uniósł na nas wzrok. Moje ciało zaczyna się niebezpiecznie trząść. Nie możemy mu na to pozwolić. Biję się w myślach, aż do momentu gdy gniewnie przecinamy się spojrzeniami.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Krótka, ale jest! :) Będę się starała co raz częściej dodawać rozdziały na bloga! Pamiętajcie, żeby zostawić po sobie komentarz! :) Dziękuję i Pozdrawiam -Nszarynska

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • martynka300.02

    Wrrrrrr... Niedługo będzie gorąco :3

  • katnissmellark

    Wszystko tylko nie igrzyska :O Czekam na kolejna

  • Gość: [Największe miasto świata] *.changeintegrated.com

    Bardzo fajny blog. Jesteśmy zafascynowani:) Życzymy powodzenia i dalszych sukcesów w prowadzeniu bloga!

© Dalsze Losy Katniss i Peeta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci