Menu

Dalsze Losy Katniss i Peeta

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Zapraszam wszystkich serdecznie.

KONKURS

nszarynska

W związku z przenoszeniem adresu bloga, pomyślałam, że zorganizuję konkurs ponieważ nie było go na rocznicę bloga. Aby wziąć udział w konkursie można zgłosić się pod tym postem i pracę wysłać mi na maila nszarynska@wp.pl

Co trzeba zrobić?

-Opisać ulubiony rozdział z bloga i dlaczego akurat ten :).

Warto sobie odświeżyć pamięć i przeczytać kilka :).

Ostateczny termin nadesłania pracy do 13 czerwca. 14 czerwca ogłoszę wyniki.

Zapraszam wszystkich serdecznie do konkursu ponieważ można wygrać nową książkę "Zostań jeśli kochasz"

Więcej na stronie na facebooku : https://www.facebook.com/mellarkeverdeenblog?ref=hl

Pozdrawiam Nszarynska! :)

 

#Informacja w Sprawie Bloga WAŻNE

nszarynska

Witam wszystkich serdecznie. Chciałabym zakomunikować, że już niedługo otwieram nowego bloga i wszystko zostanie tam przeniesione. Tak więc kontynuacja dalszych losów Katniss i Peety będzie pojawiała się już na tamtym blogu. Adres podam w tym tygodniu jak uda mi się już wszystko pozałatwiać. Przepraszam za brak rozdziałów, ale właśnie przez to one się nie pojawiały. Czego będzie dotyczył nowy blog zobaczycie niedługo! :) Pozdrawiam Nszarynska :)

#40 Dożynki

nszarynska

Witam przepraszam, że notki nie było w poniedziałek, ale bardzo się rozchorowałam i nie byłam w stanie jej dodać :(. Dzisiaj postanowiłam, że postaram się jak mogę i dodam :) Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem, one bardzo mnie motywują do dalszego pisania. Co do komentarza Julii Mellark, egzaminy bardzo dobrze, przyrodnicze były trudne to fakt nie spodziewałam się tego totalnie, ale matma była łatwa. Polski zadania zamknięte były trudne takie niejednoznaczne odpowiedzi, ale myślę że będzie okej :) Do komentowania nie potrzeba konta przypominam :) A teraz zapraszam do następnej części :).//Nszarynska

https://www.facebook.com/mellarkeverdeenblog 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziś dożynki. Obudziłam się już z tym o czwartej nad ranem i do tej pory nie śpię. Przyśniło mi się, że biegam po arenie i zabijam bez opamiętania. A na końcu umieram zabita własną strzałą. Obracam się na drugi bok, ponieważ pozycja na plecach przez dwie godziny jest bardzo męcząca. Peeta również musi mieć koszmar. Co parę minut niespokojnie porusza dłonią. Przysuwam się do niego jak najdelikatniej potrafię i wtulam się w jego pierś. On momentalnie się uspokaja. Jego serce powoli uzyskuje stały rytm bicia.

- Katniss prześpij się jeszcze trochę.- mruknął cicho. Nawet najmniejszy dotyk zbudza go ze snu.

- Nie potrafię.- odpowiadam i marszczę brwi.- Gdy tylko zamknę oczy widzę siebie jak konam na arenie.- myślę, że dobrze że to ja, a nie Peeta. Kolejne koszmary z jego udziałem byłyby dla mnie męką. Cały czas zastanawiam się jak to będzie. To naprawdę się dzieje. Dzisiaj zostaniemy ponownie wybrani na igrzyska.

- To chociaż staraj się o tym nie myśleć. Już jest szósta. Prawdopodobnie ja też już nie zasnę.- oznajmił miękko, po czym nabrał głęboki wdech i wypuścił powietrze.

- A o czym są twoje koszmary?- mówię, na to on się uśmiecha.

- Już ci kiedyś powiedziałem. W większości wiążą się z utratą ciebie, jednak czasami mam przebłyski pamięci, albo to co uroiło mi się w głowie. Czasami też śni mi się, że jesteś zmiechem i na mnie biegniesz. Ja nie mogę uciec, tak jakbym nie miał żadnych sił. Próbuję wtedy nie walczyć. Nie chciałbym ci zrobić krzywdy, ale tam jest to strasznie trudne.- posmutniał nagle.

- Oh Peeta...- wzdycham i przymykam oczy opierając się brodą o jego pierś.

- Co by się nie wydarzyło, nigdy cię nie zostawię. Będę przy tobie cały czas.- przypominam sobie słowa Gale'a. Blackhand może wybrać każdego kto uczestniczył w rebelii. Chciałabym, żeby to nie był Peeta. On nie może już tyle się męczyć. Byłoby to złym pomysłem. A co jeżeli złapie w dłoń jakąkolwiek dłoń i będzie chciał mnie zabić. Nie wiem co może się wydarzyć. Jeszcze jego proteza. Raz wytrzymał z nią na arenie, ale drugi raz może okazać się złym pomysłem.

- Peeta obiecaj mi, że jeżeli ciebie nie wybiorą..

- Nie. Nawet mnie o to nie proś.- przerwał.

- Nie. Peeta obiecaj mi to. Jeżeli ciebie nie wybiorą, ty się nie zgłosisz. Obiecaj.- łzy zaczęły kapać mi po policzku.- Peeta...

- Katniss, nie mógłbym. Miałbym wyrzuty sumienia, gdyby coś ci się stało na arenie, a ja nie mógłbym tam być i ci pomóc. Nie darowałbym sobie tego. Nie mogę ci tego obiecać.- Przetarł moje łzy prawym kciukiem i delikatnie mnie pocałował. Chciałabym żeby ta chwila trwała wiecznie jednak wiem, że zaraz będziemy musieli się zacząć szykować.

- Muszę wyjść.- rzuciłam krótko. Peeta przytaknął mi i wypuścił mnie z objęć.

- Nie idź na długo.- powiedział tylko. Założyłam na siebie bluzę, kurtkę taty i luźne spodnie. Przewiesiłam łuk przez ramię i ubrałam buty. Chłodne powietrze panujące na dworze przyprawia mnie o dreszcz. Cieszę się, że wróciliśmy już do dwunastki. W Kapitolu można dostać szału. Ciągłe kontrolowanie, brak swobody, brak lasu i czystego powietrza. Przeciskam się przez siatkę, która jeszcze nie dawno była pod napięciem i zagłębiam się w las. Staram się iść jak najciszej potrafię i tuż za rogiem dostrzegam biegnącą wiewiórkę po drzewie. Napinam łuk, ale nie puszczam cięciwy. Chcę po prostu poczuć się jak kiedyś. Nabieram głęboki wdech. Zatracam się tą chwilą i opuszczam broń.

Siadam przy brzegu jeziora na wielkim kamieniu. Wpatruję się daleko na przód. Przymykam oczy i zastanawiam się gdzie trafimy, jaka może być arena. Z każdą sekundą mam co raz więcej wątpliwości. Co przygotują organizatorzy. Z czym możemy mieć do czynienia. Decyduję się na to aby wrócić do domu, moje myśli płyną w nieodpowiednim kierunku.

Przekraczam próg drzwi i zrzucam z siebie niepotrzebne rzeczy. Zakładam czarne spodnie i ciemną koszulkę. Włosy starannie plotę w warkocz. Mój brzuch zaczyna alarmować, abym coś zjadła. Wiem jednak, że nie jestem w stanie nic teraz zjeść. Podobnie Peeta. Nawet nie zrobił śniadania. Obserwuję jak powolnie schodzi ze schodów. Marszczę brwi, widzę że się męczy. On nie może zostać wybrany. Założył na siebie luźną koszulę, opina mu lekko mięśnie ramion, do tego kremowe spodnie. Nie mogłabym tak jak on ubierać się na jasny kolor. Jest dla mnie męczący. Podchodzę do niego i podaję mu dłoń.

- Nie trzeba. Dam sobie radę.- powiedział i naburmuszył się. Uśmiechnęłam się i ponownie wyciągnęłam dłoń. Peeta jednak przyjął moją dłoń i stabilnie postawił nogi na podłodze. Objął moją twarz w dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy.

- Katniss, ja będę przy tobie. Zawsze.- wyrzucił z siebie i zetknął czoło z moim. Następnie po kilku spojrzeniach pocałował mnie. Czas jednak płynie nie ubłagalnie. Oderwaliśmy się od siebie, gdy do domu wszedł pijany Haymitch. Tylko nie to.

- Dzień dobry gołąbeczki.- zaskomlał i potknął się o własne nogi, z wielkim hukiem upadając. Podbiegam do niego szybko i pomagam mu wstać.

- Czemu jesteś pijany.- wrzeszczę na niego.- Są dożynki, powinieneś chociaż trochę zachować powagi. No nic. Teraz już nic nie zrobimy.

- Skarbie, nie złość się tyle.- powiedział i spochmurniał.

Ruszyliśmy na plac, na którym wszystko się odbędzie. Prowadzimy Haymitcha pod ramieniem, aż w końcu strażnicy przejmują go od nas i pomagają mu wejść na podest. Staję przy kuli, w której leży jedna karteczka. Z moim imieniem. Po prawej stronie kolejno stoją jakieś dwie osoby pewnie pomagali przy rebelii, Gale, Haymitch i Peeta. Nie mam pojęcia kto to jest ale staram się nie zwracać na nich uwagi. Przez drzwi wchodzi kilku strażników i Effie. Zaschło mi w gardle gdy ją zobaczyłam. Zacisnęłam usta w cienką linię i spojrzałam na tłum ludzi zgromadzonych przed pałacem. Panuje ponura atmosfera każdy zerka raz na mnie raz na osoby po mojej prawej stronie. Zapewne na Peetę. 

- Witam wszystkich na tegorocznych dożynkach.- zaczęła Effie.- Zostały zorganizowane z powodu osób, które chciały zaszkodzić Kapitolowi. - Większość osób podniosła trzy palce w górę. Zaczyna się, znów to samo. Strażnicy jednak nie reagują. Tłum zaczął się denerwować, zobaczyłam po rosnącym napięciu i po minie Effie.- Dobrze więc. Panie mają pierwszeństwo. Ruszyła w moją stronę i zanurzyła dłoń, po tą jedną karteczkę.

- Katniss Everdeen.- powiedziała łamiącym głosem. Zachowuję powagę, ponieważ wiem że Blackhand robi to dla widowni. Być może chciałby żebyśmy nie żyli, ale igrzyska to aranżacja. Utrzymuję to przy sobie i słucham kolejnych słów Effie.

- A teraz czas na Panów.- W kuli leżało pięć kartek. Effie sprawnie przemieszała je i wyciągnęła jedną. Wróciła do mikrofonu i rozprostowała karteczkę.- Peeta Mellark.

- Zgłaszam się na trybuta.- rzucił głośno Gale i wyszedł przed szereg.

- Nie!- krzyknął Peeta i zasłonił wychodzącego Gale'a.- Nie Gale!

- Peeta wróć. Daj spokój.- powiedział i zacisnął dłonie w pięści.

- Ja zostałem wybrany!- wrzasnął Peeta. Mogłam się spodziewać, że do akcji wkroczą strażnicy pokoju. Złapali Peetę i ściągnęli z podestu. Za nim ruszyła reszta. Haymitch nagle wytrzeźwiał i krzepko za nimi poszedł. Zostaliśmy tylko my. Ja i Gale.

- Oto tegoroczni trybuci.- powiedziała Effie.- Wesołych głodowych igrzysk, i niech los zawsze wam sprzyja.- powiedziała i wychodząc rozpłakała się. Wszystko mnie oszołomiło i nadal nie dociera do mnie to co się stało.

To chyba najgorsze co może być. Na arenę nie jadę z Peetą. Tylko z Galem.

 

#39 Oczekiwania

nszarynska

Witam zapraszam do czytania i komentowania. Chciałabym wspomnieć że ostatnio jest mało komentarzy, a komentarze motywują mnie do dalszego pisania. Im więcej będzie komentarzy, tym częściej będą pojawiały się rozdziały. Żeby dodać komentarz nie potrzeba mieć założonego konta bo ostatnio parę osób się mnie o to pytało. :)) Tymczasem zapraszam do czytania.// Nszarynska

p.s. Dziękuję Martynie za zrobienie zdjęcia <3

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Czuję, że ktoś mnie delikatnie szturcha. Myślałam, że to Peeta, ale po otworzeniu oczu zdziwiłam się gdy ujrzałam Gale'a.

- O co chodzi Gale?- zapytałam sennym głosem. Spojrzałam na okno i zobaczyłam, że musi być wcześnie rano ponieważ jeszcze słońce nie zdążyło się przedrzeć. Pokazał mi łuk i gestem oznajmił abym była ciszej. Powolnie wysunęłam się spod kołdry i wyszłam za Gale'm na korytarz.

- Chodź, mam nadzieję że to polowanie dobrze Ci zrobi. Powiedziałem już Jake'owi że z tobą wychodzę. Oczywiście jeżeli masz ochotę.

- Jasne, że tak.- odpowiedziałam i rozpromieniłam się. Gale ma rację, oderwie mnie to od tego wszystkiego. Zakładam na siebie luźne rzeczy, przerzucam łuk przez ramię i ruszam za chłopakiem na dwór. W Kapitolu wcześnie rano panuje spokój. Miasto powoli budzi się do życia. Wsiadłam do samochodu, który wskazał Gale, odpalił go i ruszyliśmy. Po dziesięciu minutach byliśmy poza stolicą. Nasz apartament nie znajdował się daleko od granicy Kapitolu. Zdziwiłam się, że granica nie jest zamknięta. Jednak to miejsce, przez które przejechaliśmy było całkowicie opuszczone. Takich zakątków Panem jeszcze nie znałam. Chciałabym kiedyś zwiedzić wszystkie takie miejsca.

Wlekę się zdyszana za Gale'm. Już dawno nie odczuwałam potrzeby, żeby biegać, moje mięśnie odmawiają mi posłuszeństwa jednak okazało się, że doszliśmy na wielką łąkę. Myśliwy siadł na ziemi i otworzył plecak. Usiadłam obok niego i okryłam się kocem, który mi podał. Zaraz za nim wyciągnął kawałek bułki. Wiem co chce tym motywem osiągnąć. Przypomniały mi się pierwsze dożynki Prim. Gale przełamał bułkę na pół i jedną część mi podał.

- Wesołych głodowych Igrzysk. I niech los...

- Zawsze wam sprzyja.- dokańczam i uśmiecham się. Odgryzam kawałek bułki i przyglądam się wschodzącemu słońcu.

- Chciałbym, żeby było tak jak kiedyś. Katniss dużo myślałem o słowach Blackhanda. On nie sprecyzował kto weźmie udział w tych igrzyskach. Nie powiedział o zwycięzcach. On będzie losował między nami wszystkimi. Byłoby to niesprawiedliwe gdyby wziął samych zwycięzców, a do innych dystryktów wybierze losowe osoby.

- Wiem jedno, na pewno ja wezmę w nich udział. Ludzie chcą mieć widowisko. Jeżeli ja to Peeta też.- odparłam.

- No nie jestem tego taki pewien.- mruknął i zamyślił się.

- Musimy wracać. Nie chciałabym przegapić jego przemowy.

Zapach pieczonego chleba roznosi się po całym mieszkaniu. Domyśliłam się, że Peeta się obudził i zaczął przygotowywać śniadanie. Włączyłam telewizor i sprawdziłam kanał informacyjny. Na ekranie pojawiło się godło Panem. Zawołałam wszystkich przed telewizor. Ku moim oczom ukazał się prezydent.

- Witam wszystkich obywateli Panem. Zgodnie z artykułem podpisanym przez samych zwycięzców, zostaną zorganizowane siedemdziesiąte szóste głodowe igrzyska. Trybuci zostaną wylosowani na dożynkach. Udział wezmą pozostali zwycięzcy i Ci co działali w rewolucji przeciwko Panem. Pozostałe osoby zostaną rozlosowane w poszczególnych dystryktach. Wszelkie sprzeciwy zabronione i surowo karane. Do dystryktów zostaną przydzielone władze i służby militarne.

- Zaczyna się.- powiedział Peeta.

Zabrałam kurtkę i wyszłam z domu. Pozwoliłam moim łzą sunąć swobodnie po policzku. Nie miałam jednak dużo czasu.

- Katniss, przestań wracaj do domu.- zawołała Johanna.- nie zwróciłam uwagi, że za mną wyszła.

- Ja nie chce tam wracać. Nie chce tam wrócić po raz trzeci.- warczę i wyrywam się z jej uścisku.

- To nie ja wyraziłam na to zgodę. To wy zrobiliście, chyba nie jesteście tego świadomi co podpisaliście. Myśleliście tylko o sobie.

Johanna ma rację. Skazujemy niewinnych ludzi na śmierć. Ponownie do Panem wróci strach i zastraszanie innych mieszkańców.

- Co my zrobiliśmy..

- Nie ma na to teraz czasu. Wracajmy do domu. Zaraz ktoś zorientuje się, kim jesteś i nie da nam wrócić do domu. Zastanowimy się spokojnie nad tym wszystkim w domu.

* * *

Leżę bezwładnie i patrzę na parujący kubek herbaty. Co będzie dalej? Co będzie po igrzyskach? Będą następne? Cały czas zadaję sobie pytania, na które nikt nie jest w stanie mi odpowiedzieć. Staram się myśleć o czymś innym, ale i tak mi to nie wychodzi. Czy to wszystko naprawdę będzie aranżacją? Nie jestem w stanie w to uwierzyć. Do sypialni wszedł nagle Gale.

- Hej kotna.- przysiadł na łóżku i ścisnął mnie za dłoń.- Nie martw się będzie dobrze. Chciałbym żebyś wiedziała, że nawet jak okaże się że to podstęp. Błagam cię nie poddawaj się. Wróć dla mnie. Wróć dla nas. Nie użalaj się tyle nad Peetą, jak już zostaniecie wybrani. Bądź sobą.

- Jeżeli przyszedłeś tutaj aby powiedzieć mi, że Peeta powinien umrzeć i że zasługuję na kogoś lepszego to wyjdź.- wrzasnęłam.

- Nie nie przyszedłem tutaj po to aby Ci to powiedzieć. Chciałbym żebyś się nie zmieniła i proszę weź to.- otworzył mi dłoń o położył na niej złotą broszkę z kosogłosem. Nie widziałam jej już bardzo dawno, praktycznie odkąd zrzuciłam z siebie kostium kosogłosa. Ta jest jednak inna. Bardziej masywniejsza i wyrazista.

- Dziękuję.- powiedziałam i momentalnie się rozpłakałam. Gale przytulił mnie, nie opierałam się przed tym. Sama chciałabym, żeby było tak jak kiedyś.

- Przepraszam ci za to, że wyrządziłem wam krzywdę. Nie wiem co mną miotało. Jesteś moją jedyną przyjaciółką, nie potrafiłbym cię znów stracić. No już Katniss, nie płacz, musimy pokazać ludziom, że jesteśmy silni.

- Mam to gdzieś.- prychnęłam. Gale uśmiechnął się i uniósł brwi.

- Ja też.- rzekł, zaśmiałam się razem z nim. Dobrze, że chociaż on mnie rozumie.

 

© Dalsze Losy Katniss i Peeta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci