Menu

Dalsze Losy Katniss i Peeta

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Zapraszam wszystkich serdecznie.

Dzień jak co dzień

nszarynska

Cześć. Nazywam się Natalia. I Dzisiaj startuje mój blog. Myślę że spodoba się wam. Co do dni dodawania notek, jeszcze ustalę. Na pewno jedna pojawi się w piątek. Albo i dwie. Dlaczego nie we Czwartki? Poniewaz jeżdżę na treningi i nie mam czasu. Bynajmniej jutro tak jest. Zapraszam do czytania i za błędy proszę o wyrozumiałość. Komentarze mile widziane :)))

~~~~~~~~~~~~~~

-Katniss. Wstawaj. Nie dużo ci brakuje, żebyś wrosła do tego łóżka. - Trudno nie rozpoznać głosu Haymitcha. Jest mocno zgrzytliwy. Zapewne przyszedł z Peetą dokończyć książkę.

-Czekajcie na mnie na dole. Zaraz zejdę.- mamroczę pod nosem.

-Przyszedłem sam Katniss. Posłuchaj skarbie, mam ci coś do powiedzenia. Coś bardzo ważnego. Nie wiem jak ty to widzisz, ale chciałbym żebyś w końcu porozmawiała z Peetą. Cała ta wojna, zamieszki, śmierć podłego prezydenta. Walczyłaś tak dzielnie o Peetę, a teraz co? Zapomniałaś o nim? Nawet nie próbuj udawać. Za dobrze cie poznałem Katniss. Wiem, że go bardzo kochasz. Dlaczego mu o tym nie powiesz?- powiedział z wielkim spokojem. Aż ponadto mnie to zdenerwowało.

-Niby jak mam mu o tym powiedzieć? Nie chce, on już i tak mnie nie kocha. Minęło sporo czasu. Zdążyłam sobie już to uświadomić. Unika ze mną kontaktu. Spójrz prawdzie w oczy on mnie nie kocha. Kropka. A teraz dobrzy by było jakbyś sobie już poszedł.- parsknęłam szybko. Nie chce mieć z nim jakiejkolwiek konfrontacji. Nie dzisiaj. Nie chce już kończyć tej książki, a wiem że zostało parę stron. Nie wytrzymam dłużej. Nie chce patrzeć na nikogo. Najlepiej by było gdybym nie żyła. Byłby święty spokój. Nie dręczyłabym przynajmniej Peety swoją obecnością. On się tylko męczy.

-Ale skarbie on cie kocha. Nie zostawiaj go tak. Nie bez powodu codziennie wstaje z uśmiechem na twarzy, że idzie na ciebie popatrzeć przez kilka godzin. Wiesz Katniss, rozmawiałem z nim dzisiaj, bo od razu dostrzegłem, że coś z nim nie tak. Wstał bez humoru, siadł na krześle i spytał się mnie czy powiem ci od niego, że cie kocha. Potem powiedział, że zakończy ze sobą bo i tak nie ma dla kogo żyć. Jego rodzina nie żyje. Ty ponoć go nie kochasz, ale ja swoje wiem. Powiedział jeszcze, że stracił cie już dawno, ale całą noc o tym myślał i dopiero teraz to do niego dotarło. Wiesz skarbie, zrobisz co chcesz. Jeżeli chcesz mu o tym powiedzieć to teraz.- po czym wstał jak gdyby nigdy nic i wyszedł z pokoju.

-Haymitch! Haymitch!- cisza. Nagle słyszę dźwięk zamykających się drzwi. Nigdy nie błyszczał idealnymi przemowami. Zawsze był wredny. Jak to mentor. Zaczynam dopiero teraz układać myśli w swojej głowie.- Peeta chce się zabić. - szepczę sama do siebie. - Peeta chce się zabić, bo twierdzi że go nie kocham.- ostatnie zdanie już wykrzykuje, po czym zrywam się na równe nogi, biorę kurtkę pod rękę, w podskokach ubieram buty i wybiegam. Widzę go w oknie. Siedzi na krześle. Doskonale widać z mojego podwórka to co dzieje się w domu u Peety. Czasami go tak obserwuje i zastanawiam się co robi. Podchodząc do jego drzwi waham się przez chwile. W mojej głowie gromadzi się tysiące myśli. Jak mógł, ja tak bardzo go kocham. Chciałbym mu to wszystko wykrzyczeć. Wchodzę do domu. Rozglądam się, ale nie widzę nigdzie Haymitcha. Tylko Peetę siedzącego na krześle i pochylonego do podłogi. Podbiegam do niego i klękam obok podnosząc jego głowę. Przez chwilę wystraszyłam, zę coś się stało ale na szczęście, przeszył mnie szybkim spojrzeniem. Widzę, że jest zaskoczony. Robię to co teraz nachodzi mi na myśl. Pochylam głowę i go całuje. Wiem, że nie jestem w tym dobra. Czuję jak dreszcz przebiegł przez jego ciało. Jakby mi nie wierzył, że to ja. Ale szybko się upewnił odwzajemniając pocałunek.

- Ale dlaczego Katniss? - wyszeptał.

- Po prostu już dłużej nie mogłam. Myślałam w domu, że zwariuje. Przerosło mnie to wszystko. Peeta. Ja.. Ja.. Ja cie.. Kocham. Bardzo. Zawsze cie kochałam. Słyszysz? Zawsze. Dopiero Haymitch mi to uświadomił. Kochałam cie już od dziecka to ty powodowałeś szczęście na mojej twarzy.

- Oszalałaś? Powiedz co brałaś? Znowu te tabletki? - prawie wrzeszczy na mnie zaskoczony.

- Nie Peeta. To prawda. - składam długi pocałunek na jego ustach. - Teraz mi wierzysz?

- Nadal nie. Chyba musisz się bardziej postarać. - widzę jak uśmiech układa się na jego twarzy po czym doszły rumieńce ze szczęścia.

- Jak bardzo? Tyle wystarczy?- całuję go jeszcze raz. Tym razem dwa razy dłużej. Ale tą cudowną chwilę przerywa nam mój brzuch.

- Poczekaj chwilkę. Zaraz ci coś przyniosę. Nie ucieknij mi tylko.- powiedział Peeta biegnąc w kierunku kuchni. Przyniósł kolację, zjedliśmy w ciszy uśmiechając się do siebie. Nagle zaobserwowałam, że robi się ciemno więc zabieram się do wyjścia kiedy Peeta ciągnie mnie za rękę i nie pozwala wyjść.

- Dzisiaj nocujesz tu. Łazienka jest obok kuchni. Sypialnia moja u góry. Ja się prześpię na dole. Boje się sam być w tym pustym domu.- mrugnął do mnie i poszedł do sypialni. Przyniósł mi koszulę i zaprowadził do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Po kilku minutach wychodzę z łazienki i kieruję się w stronę sypialni. Otwieram ją i widzę zgrabnie pościelone łóżko i Peetę siedzącego na krześle. Chyba na mnie czekał.

- Wiesz. To ja już pójdę. Miłej nocy. Widzimy się rano. Jakbym gadał coś przez sen i byś usłyszała z dołu to się nie przejmuj, czasami tak mam. Dobranoc.- pocałował mnie w policzek i wyszedł zamykając delikatnie drzwi. Waląc się na łóżko myślę przez chwilę. Staram się zasnąć. Mija pierwsza godzina, potem druga i tak mijają kolejne godziny. Zerkam na zegarek. Jest godzina 2:47 w nocy. Wstaję z łóżka i schodzę na dół. Patrzę przez chwilę na śpiącego Peetę. Nie zastanawiam się dłużej i kładę się obok niego. Próbuję go nie obudzić, ale nagle jego ręka mnie obejmuje i wciągnął mocno powietrze.

- Nie chciałam cię budzić, ale nie mogę spać. Boję się sama spać.- szepczę do niego i całuję go w policzek.

- Ja też nie spałem. Myślałem, czy przyjdziesz. Nie myliłem się, a jednak.- po chwili zaczął mnie całować. Przytulił mocniej i zamknął oczy. Nie przeszkadzam mu. Wiem, że teraz już Peeta jest spokojny. Nigdzie się nie wybieram. Niech śpi. Miał trudny dzień. Zasypiamy tak wtuleni w siebie.

 

    

     - Katniss, kochanie jeżeli mogę tak do ciebie mówić. Powiedz co chcesz na śniadanie?

- Mhmm. Dziękuje Peeta, że mnie obudziłeś. Chodź do mnie bliżej, chce ci coś powiedzieć.- Przybliża się do mnie, udając że nie wie o co chodzi. Po chwili całuję go  na powitanie.- Możesz tak do mnie mówić. Na śniadanie chciałabym zjeść, hmm. Mogę ciebie?- mówię z tajemniczym uśmiechem.

- Jeżeli ja ci smakuję. To proszę bardzo.- mrugnął i zaczął całować. Uwielbiam jego ciepłe ręce. Zawsze wie kiedy i jak mnie przytulić.

- Yhm. Yhm. Czy moglibyście na chwilkę przestać? Chodźcie na śniadanie do mnie.- chrząknął Haymitch. Nawet nie wiem kiedy wszedł, ale nie przeszkadza mi to więc poszłam po ciuchy, ubrałam się. Podobnie zrobił Peeta i po minucie już byliśmy u Haymitcha na śniadaniu. Najedliśmy się porządnie i wracaliśmy do domu. Podczas drogi powrotnej do domu Peety, zapytał się mnie.

- Kochanie. Zamieszkaj ze mną. Nie lubię spędzać nocy sam. A teraz tak szybko się mnie nie pozbędziesz.

- Z wielką przyjemnością panie Mellark. Chodźmy do mnie po ciuchy.- uśmiecham się.

-Ty na poważnie? To chodź idziemy.- mówi wesoły Peeta. Dawno go takiego nie widziałam. Pakowanie mnie zajęło nam około dwóch godzin. Po drodze do domu, zauważyłam kawałek lasu, w którym polowałam z Gale'm. Od razu zobaczyłam go przed oczami. Przypomniała mi się Prim. Mój ruch trochę się zachwiał po czym sama z siebie zaczęłam płakać. Nie mogę się z tym pogodzić. Za bardzo mnie to przerasta.

- Co się stało Kochanie? Coś nie tak?- powiedział tak czule Peeta.

- Nie wszystko w porządku. Po prostu przypomniałam sobie o Prim.- mówię przez zalewające mnie łzy.

- Oj Katniss. Nie miałem tego robić, ale mnie do tego zmusiłaś. Jedziemy do dystryktu 7. Zabieram cię na wycieczkę.- wyciągnął komórkę, wykonał jeden telefon i po chwili przyleciał poduszkowiec. Wysiadając z niego już w siódemce dostrzegłam jedną osobę z bardzo smukłą sylwetką. Trudno byłoby tej osoby nie poznać. Przecież to Johanna.

© Dalsze Losy Katniss i Peeta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci