Menu

Dalsze Losy Katniss i Peeta

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Zapraszam wszystkich serdecznie.

TESTY I PARE INFORMACJI

nszarynska

Witam wszystkich bardzo serdecznie wieczorem. Chciałabym przede wszystkim życzyć powodzenia wszystkim gimnazjalistom, którzy piszą od jutra testy. Niestety mnie też to czeka jutro :'(. Przepraszam za brak rozdziału w tamtym tygodniu, ale przygotowywałam się jeszcze na te testy. :/ Trzymam za wszystkich jutro bardzo mocno kciuki i wy też za mnie trzymajcie :). 

Druga informacja to chcę powiedzieć że rozdział pojawi się najpóźniej w piątek. 

POWODZENIA JUTRO!!! Bez stresu dacie radę :).

//Nszarynska

#38 Debata na Kolację

nszarynska

Witam wszystkich! Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Miałam dużo spraw na głowie. Ale zapraszam do czytania i KOMENTOWANIA!!! :) //Nszarynska :3

p.s. Zapraszam na FP :)

https://www.facebook.com/mellarkeverdeenblog

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Panno Everdeen? Chciałaby pani coś zaprzeczyć?- zapytał z rosnącym uśmiechem na twarzy.

-Nie.- warknęłam i odwróciłam wzrok. Rozpaczliwie spojrzałam na Peetę i zorientowałam się, że coś jest nie tak. Jego oczy zaczęły zachodzić czernią. W ciągu ułamku sekundy serce podeszło mi do gardła. Jego palce nerwowo zacisnęły się na stole. Nabrałam głęboki wdech i przymknęłam oczy.

- W takim razie. Chciałbym wam zaproponować pewien układ.- odparł i zaczął przeglądać kilka wypisanych kartek, które leżały obok jego dłoni. Dlaczego nie ma tu z nami Finnicka. W głowie kołacze mi tysiące myśli. Zaczynam martwić się o Annie, o wszystkich, tylko nie o samą siebie. Informacja Blackhand'a przywołuje mnie jednak do pionu. - Zorganizuję igrzyska.

- Nie!- krzyknęłam i podniosłam się z krzesła.- Nie, nie!- wrzeszczę do momentu aż ramiona Peety delikatnie mnie obejmują. To on. To naprawdę on. Wrócił do mnie.

- Ciii...- szepnął mi delikatnie do ucha. Moje ciało zaczęło dygotać.

- Spokojnie Panno Everdeen. Jest to dobry układ. Nic się wam nie stanie. To będzie..

- Oczywiście, morderstwo.- parsknął Jake.- Myślicie, że zastraszycie Panem?

- Panie Jake. To będzie aranżacja. Fikcja. Rozumie Pan?- odpowiedział spokojnie i wyprostował się na krześle. Delikatnie złożył część papierów i odłożył na stertę innych. Badawczo zerkam na niego i analizuję słowa, które wypowiedział.

- Jak to fikcja?- zapytała Johanna ledwo powstrzymując się od śmiechu.- Przecież nikt w to nie uwierzy. Tania rozrywka.

- Nie wydaje mi się.- rzekł prezydent.- Nie, jeżeli weźmiecie w nich udział.

- Nie ma mowy.- wybuchnął Peeta.- Nie. Za dużo nas to wszystko już kosztowało. Nie możemy.

- To nie jest zaproszenie. To raczej rozkaz.- warknął Blackhand.- Nie macie nic do powiedzenia. Już wszystko jest załatwione. Dzięki temu jednak, po wszystkim będziecie mieli spokój. Zero kamer, wywiadów, nic. Wolicie takie życie jakie macie teraz, czy te które chce wam zaproponować? Przyniesie to korzyści nam wszystkim. Przynajmniej nie będą wybuchały bunty w poszczególnych dystryktach.

- Czyli zwycięzcy?- zapytała Annie.- Ponownie my? To absurd.

- Nie powiedziałbym. Ludzie albo was kochają, albo pragną waszej śmierci. Jest to z góry powołane na sukces.- oznajmił i przesunął kartkę po stole.- Proszę, abyście podpisali tutaj.

- Nic nie będziemy podpisywać. A już na pewno nie dzisiaj. Nigdy.- burknął Jake i dźwignął się z drewnianego krzesła.

- Przemyślcie to. Inaczej będę zmuszony zrobić to sam.- skończył i wstał od stołu. Otworzył nam drzwi wyjściowe i delikatnie wskazał ręką.- Mam dużo pracy dzisiaj. Dziękuję, że zgodziliście się tutaj przyjechać.

Moje nogi wleką się bezwiednie po podłodze. Uścisk dłoni Peety, powoduje że się nie przewracam. Wszystko mnie gubi. Nie chcę wracać na arenę. Nawet jeżeli będzie to wszystko tylko dla rozrywki. Wydaje się to za piękne, aby było prawdziwe. Nigdy już nie będziemy mieli normalnego życia.

- Katniss, skarbie nie martw się.- Powiedział czule Peeta podnosząc moją brodę do góry.- Nic nam nie grozi.

- Ale jeżeli tam wrócimy..

- Nie wrócimy.- zaprzeczył krótko i pewnie.- Pamiętasz jak obiecałem, że stąd wyjedziemy?

- Szkoda, że to się nie spełni. Chciałabym uciec daleko stąd. Chciałabym mojego życia, chcę zaczerpnąć dawną siebie.- wyrzuciłam i gorzko zapłakałam w pierś Peety.

- Ja bym nie chciał.- oznajmił.- Nie było by w tym życiu Ciebie.

- Peeta...- mruknęłam cicho i pomyślałam, że ma racje. Pewnie wyszła bym za Gale'a gdyby nie igrzyska. Gdyby nie to, że wybrano Prim.

- Prawie ciebie straciłem. Ale teraz znów jestem z Tobą i choćby nie wiem co, są to najszczęśliwsze dni w moim życiu.- pocałował mnie delikatnie i ścisnął za dłoń.- Nie wrócimy tam. Zobaczysz.

Wiem jednak, że wrócimy na arenę i on też to wie. Peeta po prostu wie co powiedzieć, żeby delikatnie odsunąć mnie od tych myśli. Wszystko wydaje mi się takie podobne. Przecież to jest nie możliwe. Ludzie na arenie będą ginęli. Przecież nie uda im się tego nagrać jak dobrego filmu. Nie oszukają zawodowców, a oni też będą. Teraz do mnie dotarło, że nikt nie wróci. Wszyscy tam umrzemy. Chcą się nas pozbyć. A może to i lepiej? Zobaczę się z Prim i Tatą... Brakuje mi ich tak bardzo, że momentami wypiera to wszystkie moje inne myśli.

Wszyscy postanowiliśmy, że zatrzymamy się na parę dni w kapitolu w jednym z apartamentów. Razem z Peetą otrzymaliśmy pokój prawie na ostatnim piętrze. Wieczorem, przy kolacji wszyscy zdecydujemy co zrobimy z propozycją Blackhanda, tymczasem Peeta zaproponował, żebym poszła z nim na spacer po stolicy.

Idziemy wtuleni w siebie. Rozglądam się dookoła wysokich budynków i stwierdzam, że prawie nic się tu nie zmieniło. Ludzie mijają nas i przyglądają się. Nie mam pojęcia czy nas rozpoznają ale od jakiegoś czasu zorientowałam się, że podąża za nami jeden z fotografów i robi nam zdjęcia. Ignoruję to jak zawsze. Gdy już dobiega godzina osiemnasta, wracamy do hotelu. Wchodzimy do restauracji umieszczonej w środku budynku i siadamy przy zarezerwowanym dla nas stoliku. Wszyscy byli już w komplecie, więc Jake zaczął dyskusję.

- Sądzę, że nie powinniśmy tego podpisywać. To właśnie ludzie powinni się zbuntować i sami wyrzucą go z jego obowiązków. Wtedy będę miał możliwość ponownego powrotu. Może uda mi się coś wynegocjować.- powiedział i upił trochę wina z kieliszka.

- Moim zdaniem powinniśmy to jednak podpisać.- zaczął Gale, na którego wcześniej nie zwróciłam uwagi. Musiał tutaj przyjechać pod naszą nieobecność.- Jeżeli nie podpiszemy, to on i tak zrobi co będzie chciał. Pomyśl, przecież jemu zawsze zależało aby przywrócić Igrzyska. Był jakimś sekretarzem Snowa. Nie mamy na to wpływu. Możliwe, że przynajmniej unikniemy na jakiś sposób śmierci. W dystrykcie 4, tam gdzie się teraz przeprowadziłem, ludzie cały czas mruczą o tym, że wojna idzie znów. Oni tego nie chcą. Jake to jest zły pomysł. Nie możemy tyle ryzykować. Śmierci tysiącu ludzi, milionów? Ja jestem za tym aby podpisać ten dokument. A jak ty Katniss myślisz?

Urwał moje skupione myśli. Wpadłam w delikatne zakłopotanie. Peeta lekko złapał mnie za rękę. W jego oczach zobaczyłam opanowanie, więc uspokoiło mnie to.

- Nie chce tam wracać Gale. Nie chcemy tam wracać rozumiesz?

- Ale Igrzyska odbędą się czy tego chcecie czy nie.- warknął i zaczął skubać palcami róg stołu.

- Jeżeli będziemy z nim współpracować, tak jak on zakładał. To jak myślisz Gale, jest szansa aby się to wszystko skończyło? Będziemy mieli spokój?- zapytał Peeta.

- Raczej tak. Chociaż tu w grę wchodzi coś więcej. Możemy spróbować. Możemy spróbować ratować tych ludzi.

- Od kiedy w tobie taka wola walki?- Wrzeszczę na Gale'a i odgarniam kosmyk włosów z twarzy za ucho.

- Chcę tak samo jak wy mieć spokój.- odrzekł i nabrał głęboki wdech.

- Uspokójcie się.- przemówiła Annie.- Możemy to podpisać, ale co wtedy z moim synkiem?

- Ktoś na pewno nie weźmie udziału. Nie martw się, ktoś musi się nim zająć. Powiem o tym Śliskiej Sae. Ona na pewno wyrazi zgodę.-zaproponowałam.

- W takim razie ja też jestem za.- powiedziała i uśmiechnęła się do Gale'a.

- Johanna? A ty, Katniss?

- Ja jestem na nie.- chrząknęła Johanna.

- Skoro Peeta twierdzi, że będzie dobrze, w takim razie ja również jestem na tak.- mówię. Zostało przegłosowane. Dokument zostanie podpisany. W tym momencie moje życie zaczyna zataczać wielkie koło. Igrzyska się jednak odbędą.

#37 Konferencja

nszarynska

Zapraszam do czytania. Na spokojny wieczór. :) //Nszarynska

Znajdź bloga na FB! Informacje na bierząco! :)

www.facebook.com/mellarkeverdeenblog

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Peeta obejmuje mnie mocno, a następnie patrzy głęboko w oczy.

- Myślałem, że coś ci się stało. W chwili gdy Johanna zadzwoniła, miałem nawrót wspomnień, ale usłyszałem, że Blackhand coś knuje, że tracimy panowanie nad sytuacją i pomyślałem wtedy o tobie. Nagle jakby wszystko wróciło do normy. Tylko ty możesz być moim lekarstwem.- powiedział i pocałował mnie delikatnie.

Wszyscy usiedliśmy w salonie. Powstała nerwowa sytuacja. Po oczach Annie, dostrzegam że chciałaby powiedzieć coś, co mogłoby rozluźnić sytuację. Pierwszy odzywa się jednak Jake.

- Wiem do czego zmierza Blackhand. Wiedziałem to od samego początku.- rzucił krótko.- Jednak nie miałem pojęcia kiedy to się stanie. Teraz już rozumiecie? Jesteśmy dla niego niewygodni.

- Wiadomo.- potwierdził Peeta jednocześnie mnie obejmując.- Tylko, że czekając na rozwój sytuacji, wrócimy do punktu wyjścia.

- Tak. Ale jeżeli myślisz o tym, żeby się ewakuować to nie ma szans.- przerwał Jake.- Wszystkie granice między Dystryktami będą lada chwila zamknięte. Zadzwonię do Haymitcha i Beetee'go.

Dojście do władzy Blackhanda może oznaczać tylko jedno. Będzie chciał nas wyeliminować. Nawet już wiem jak.

- Myślicie, że zorganizuje Igrzyska?- zapytała cicho Annie.

Każdy z nas siedzących nie znał odpowiedzi na to pytanie, a raczej nie chciał dopuścić do siebie takiej odpowiedzi.

- Może da się z nim negocjować.- proponuję. Wzdycham tylko jednak, bo wiem że to nie ma racji poskutkować.

Jake niepewnie wraca do salonu.

- Dowiedziałem się, że Blackhand jest teraz na konferencji potwierdzającej prawa prezydenta. Jednak mam prawo jeszcze wrócić do pałacu, w którym obraduję. Jest tam taka aktówka...

- Dlaczego nie powiedziałeś nam wcześniej?!- wrzasnął Peeta.

- Dopiero o tym pomyślałem. Prawdopodobnie są tam dokumenty, które musiał wcześniej ktoś wypisać. Ktoś musiał zapisać go to tej funkcji. Są tam pozapisywane różne dane o osobach, które pracowały w pałacu.

- Snow...- warczę pod nosem i zaciskam pięść.- Musimy zadzwonić po Gale'a.- zaproponowałam. Peeta kiwnął głową i złapał za telefon.

- Jednak nie wiem, czy jest szansa zaprzeczyć tym dokumentom.- oznajmił Jake.

- To nie ma sensu.- prychnęła Johanna.- Zawsze będą sprytniejsi od nas.

- Gale pracował tam, może on będzie wiedział coś więcej.- mówię i zerkam na Jake'a.

- Może. Jednak trzeba zacząć działać.- były prezydent włączył telewizor i niespokojnie zaczął przeszukiwać kanały.

- Gale musisz przyjechać do Johanny. Zapewne już wiesz co się dzieje.- powiedział Peeta do małego urządzenia, które zaciska w ręce. Delikatnie przytulam się do niego. Wszystko kosztuje go tyle nerwów. Mam nadzieję, że sobie z tym wszystkim poradzimy.

Z telewizora dobiegł mnie głos Blackhanda. Natychmiast wszyscy obrócili się w stronę czarnego, brzęczącego pudła.

- Obywatele Panem. Pragnę oświadczyć, że tymczasowo obejmuję prawa prezydenta. Jake zostaje z tej funkcji zwolniony, ponieważ faworyzował nie które dystrykty. Jednocześnie, wzywam go, jak i pozostałych zwycięzców, aby przyjechali nazajutrz do Kapitolu, w sprawie ustalenia kilku kwestii.

Głos Blackhanda ucichł, a następnie na ekranie pojawiło się godło Panem, a z głośników zaczął wydobywać się hymn.

Wpadam w histerię. Z moich oczu wypływają niechciane łzy. Sekundę później, czuję obejmujące mnie ciepłe dłonie Peety.

- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Jeszcze przecież to o niczym nie świadczy. Może mylimy się tylko.- uspokaja mnie. Wiem jednak, że Blackhand nie będzie litościwy. Snow zatrudnił kogoś, kto będzie zapewniał państwu drugiego siebie. Wiedział, że nie zdołamy temu zapobiec. Państwo nie będzie chciało teraz stanąć po naszej stronie.

Budzi mnie delikatne światło poranka. Podnoszę się ciężko z łóżka i ruszam w stronę łazienki. Nagle wracają do mnie wczorajsze wydarzenia. Siadam pod ścianą i zaczynam głośno łkać. Nie mogę tam wrócić. W mojej głowie zaczynają świdrować tysiące myśli. Nie na arenę. 

Powolnie odkręcam kran i pozwalam wyciekać gorącej wodzie. Patrzę na nią i popadam w paranoję. W mojej głowie zaczynam widzieć krew wszystkich poległych trybutów i głos, że to moja wina. Widzę zmiechy, które biegną w moją stronę. Zakręcam szybko kran i cofam się pod ścianę. Nie jestem w stanie nawet spojrzeć w lustro. Przymykam oczy, wchodzę do kabiny z prysznicem i puszczam ciepłą wodę. Czuję jak spływają po mnie dzisiejsze koszmary. Woda jest bardzo kojąca. Pozwala moim myślą delikatnie pracować. Biorę głębokie wdechy, zaczynam się wyciszać. Moje ciało jednak jeszcze drży. Zerkam kątem oka na moje popalone blizny na ciele. Wzdrygam się na samą myśl tego wszystkiego.

Wychodzę spod prysznica i owijam się białym ręcznikiem. Wędruję do sypialni i zauważam, że nie ma Peety w pokoju, więc zaczynam się ubierać. Zakładam wygodną koszulkę i wciągam na siebie dresy. Ostatnio bardzo się zaniedbałam, Peeta jednak kocha mnie taką, jaką jestem. Jest mi ciężko się dla niego zmienić, ale mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi.

Zbiegam na dół i widzę nakryty stół. Kilka osób pomaga Peecie przy śniadaniu.

- Mamy być tam przed południem, więc musimy wyjechać przed jedenastą.- rzucił Jake i usiadł przy stole. Podeszłam do Peety i delikatnie musnęłam go ustami w policzek.

- Dzień Dobry.- mruknął i objął mnie w pasie.

- Jak ja bez ciebie tutaj wytrzymałam.- oznajmiłam żartobliwie i wyplątałam się z jego objęć. Dosiadłam się do stołu i zaczęłam jeść delikatnie przysmażane tosty.

Zaraz po śniadaniu zapakowaliśmy się w samochód, którym dysponuje Jake i wyruszyliśmy do Kapitolu. Po dojechaniu na miejsce, przed budynkiem zgromadziło się sporo fotografów, więc sprawnym ruchem przybiegliśmy do budynku. Każdy strażnik zimno na nas patrzył. Lustrowali nas raz po raz. Jeden z nich wskazał nam drogę do gabinetu, w którym jest Blackhand.

Jake pociągnął za klamkę i zaczerpnął głęboki wdech. Pomieszczenie jest dosyć duże. Na środku jego jest wielki stół, a dookoła dwanaście krzeseł.

- Proszę, usiądźcie.- poinformował Blackhand i napił się gorącego napoju, który ma w kubku. Jego asystentka podała mu stertę papierów, po czym wyszła z sali.- Jeżeli chcecie, żeby wszystko było w porządku, to musicie ze mną współpracować, a żadnemu z was się nic nie stanie.- powiedział i uniósł na nas wzrok. Moje ciało zaczyna się niebezpiecznie trząść. Nie możemy mu na to pozwolić. Biję się w myślach, aż do momentu gdy gniewnie przecinamy się spojrzeniami.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Krótka, ale jest! :) Będę się starała co raz częściej dodawać rozdziały na bloga! Pamiętajcie, żeby zostawić po sobie komentarz! :) Dziękuję i Pozdrawiam -Nszarynska

BLOG ROKU

nszarynska

Witam wszystkich we wtorek późnym wieczorem. Chciałabym podziękować wszystkim osobom, które zagłosowały na mój blog. Jest to dla mnie coś niesamowitego. Dzięki Waszym głosom, udało mi się zajść bardzo daleko. Nie wiem czy wiecie, ale mój blog został nominowany przez Margaret, do nagrody głównej. Dostały się trzy blogi. Gratuluję wszystkim, którzy wzięli udział w tym konkursie. Jest to dla mnie nowość, ponieważ dotąd nie brałam udziału w żadnych takich konkursach, a bloga prowadzę już prawie rok, bo od kwietnia. Brawo dla dziewczyn, które się dostały, a także dla tych którzy próbowali, wszystkie blogi są niesamowite. Jestem pozytywnie zaskoczona, że udało mi się. Nie spodziewałam się tego. Ani trochę. Coś niesamowitego, ale to pokazuje, że warto mieć marzenia. Prowadzę innego bloga, o tematyce literackiej, jak już wiecie. Dlatego tym bardziej jestem zaskoczona. We wtorek pojawię się na uroczystej gali w Warszawie. Wielki stres, ale myślę że dam radę. :)

Następnie, chciałabym przeprosić Was za brak rozdziałów przez ten czas trwania konkursu. Nie miałam zupełnie głowy do pisania czegoś, co wymaga trochę czasu i przemyśleń. Nie chciałam dodawać "czegoś", co byłoby nie spójne z ich historią. Proszę o wyrozumiałość, rozdział pojawi się jak tylko skleję wszystko w całość.

Dziękuję jeszcze raz OGROMNIE, za to że ze mną jesteście, że mnie wspieracie i że jest wiele młodych ludzi, którzy mają podobne pasje do moich, którzy lubią czytać.

Pozdrawiam Natalia :)

 

#36 Mały początek

nszarynska

Witam serdecznie moich czytelników. Kilka spraw. Po pierwsze przepraszam za mały poślizg, z tego powodu, że załatwiam sprawy związane z blogiem roku. Dziękuję tym, którzy być może oddali już głos. Jeżeli ktoś jeszcze chciałby oddać na mnie głos to może to zrobić oczywiście nie namawiam, jednak bardzo byłabym wdzięczna. Sms kosztuje 1,23 zł , można wysłać go o treści D11392 na numer 7122. Tam jest również cała masa innych blogów, które warto obejrzeć! :)

www.blogroku.pl

Po drugie, założyłam stronę na facebooku, ponieważ tam mam najszybszy dostęp i możecie być ze mną i z wszystkimi nowościami na bierząco. Tam będę zamieszczała, kiedy pojawi się nowy rozdział itd.

https://pl-pl.facebook.com/mellarkeverdeenblog Tutaj strzelam wam linka! :)

Zapraszam do czytania, niestety krótkiego rozdziału, ponieważ nie miałam zbyt dużo czasu, bo w ferie byłam na nartach, a teraz muszę na jutro, zająć się wpajaniem chemii.. :) Zapraszam na FB i do czytania rozdziału !( Teraz już normalnie z perspektywy Katniss. Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie za to źli, co teraz planuję :D) //Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wracając do rozmowy z Johanną...

A mianowicie co masz na myśli?- zapytała Johanna.

- Chodzi o Gale'a.- odpowiadam z ukosa.- Chciałabym się z nim spotkać. Wiesz może gdzie teraz mieszka?

- Może dwa razy u nas był, ale nie mam pojęcia gdzie jest teraz.- zamyśliła się na chwile, po czym kontynuowała.- Mam wrażenie, że bardzo się zmienił. Tak jakby zmądrzał. W sumie to wydaje mi się, że chyba mieszka w czwórce. Cieszę się Katniss, że postanowiłaś do mnie przyjechać. Specjalnie po to, ściągnęłam tutaj również Annie. Chciałyśmy być w komplecie.

- No tak. Również się cieszę.- przypominam sobie, że w komórce mam stary numer Gale'a. Być może nadal go używa.- Przepraszam was na chwilę.- Założyłam kurtkę i wyszłam z domu. Usiadłam na małej ławeczce i wybrałam numer z kontaktów. Gale... Minęły dwa sygnały, następnie usłyszałam szum.

- Katniss?- ciche mruknięcie w słuchawce, spowodowało ciarki na moim ciele. Gale odkaszlnął i wziął głęboki wdech. Odgłos komórki zaczął bębnić mi w uszach. Poczułam, że moja prawa dłoń zaczęła się pocić ze stresu.

- Gale. Miałam wrażenie, że zmieniłeś numer.- oznajmiłam przekładając słuchawkę do lewej dłoni.

- Owszem, zmieniłem. Jednak mam też drugi telefon. W razie spraw z dwunastki. Nie spodziewałem się, że to akurat ty do mnie zadzwonisz.- rzekł zdumiony.

- Chciałabym się z tobą spotkać. Jesteś w stanie przyjechać do Johanny? Sama bym przyjechała, ale jak dotychczas mam dość podróżowania jakim kolwiek środkiem transportu.- podsumowałam i zmarszczyłam brwi. Na samą myśl tych publicznych pociągów, zrobiło mi się niedobrze.

- Jasne. Nie będzie to robiło problem jak wpadnę jutro, po południu?- zapytał.

- Oczywiście że nie. Dziękuję Gale, że odebrałeś. Do zobaczenia jutro. Mam parę ważnych spraw.

- Cześć. Do zobaczenia.- po jego ostatnim słowie, nacisnęłam czerwoną słuchawkę.

- Rozmawiałaś z nim?- usłyszałam Johannę za plecami.

- Z Gale'm? Przepraszam, ale chyba wiesz dobrze, że musiałam...- parsknęłam wzruszając ramionami.- Nie mogę go teraz zostawić.

- Rozumiem. Proszę cię jednak, uważaj na niego. Nie mam do niego jeszcze wystarczająco zaufania.- poinformowała mnie i poszła do kuchni.

Na dobrą sprawę, chciałabym ponownie móc mu zaufać. Był moim najlepszym przyjacielem. Przecież to nie możliwe, żeby z dnia na dzień zmienił się na potwora. Peeta również by mnie zrozumiał. Staramy się Gale'owi pomóc ponownie się zaklimatyzować. Ale co my możemy zrobić jeżeli sam mój przyjaciel nie ma na to ochoty. Wiem dlaczego. Przeze mnie. Ja postawiłam go w trudnej sytuacji. Przez to wszystko miałam wybór. Mogłam zdecydować czy zostanę przy Gale'u, czy przy Peecie. Wybrałam Peetę, bo uświadomiłam sobie, że go kocham. Dopiero teraz wiem, że za wszystko ponoszę konsekwencje. Każdy wybór, niósł ze sobą kolejne przeciwności losu. Mam tylko teraz nadzieję, że razem z Peetą, uda nam się je pokonać.

Co prawda, jest z nim co raz gorzej. Ale on wie, że go kocham. Tak mnie się przynajmniej zdaje. Chciałabym mu pomóc, ale nie wiem jak. Każda próba odratowania jego ataków zdana jest na porażkę. Co raz częściej mnie to przerasta. Nie potrafię sobie z tym radzić. Mam nadzieję, że ten wyjazd dobrze mi zrobi.

- Katniss?- zawołała Johanna.- Chodź tutaj szybko. Musisz coś zobaczyć.

Wbiegłam do mieszkania, po drodze ściągnęłam buty i wskoczyłam na kanapę. Spojrzałam na telewizor i aż zapiekło mnie w oczy. Jedna, mała łza, znalazła ujście w kąciku mojego oka. To co właśnie zobaczyłam, totalnie zbiło mnie z tropu. Teraz już wiem, że całe moje życie, po raz kolejny się przewróci.

Blackhand, znowu na ekranie. Dostrzegam, że na każdym kanale wybuchają strajki. Chcą zlikwidować Jake'a z roli prezydenta. To jest to czego się obawialśmy. Strajki wybuchły w Kapitolu, Jedynce i Dwójce. Czyli standard. Byliśmy na to przygotowani, jednak nie spodziewaliśmy się tego, że Blackhand, będzie tego dowódcą. Za pewne Jake teraz to ogląda. Podgłaśniam trochę i staram się wsłuchać w niespokojny głos prezenterki.

- Władzę nad państwem, przejmuje Blackhand. Jest to tymczasowe zwolnienie prezydenta Jake'a z jego obowiązków. W poszczególnych dystryktach, wybuchły zamieszki. Wszyscy odwołują się do niestabilnej pracy prezydenta Panem i nierównego traktowania poszczególnych dystryktów. Uważane jest za wywyższanie, niektórych dystryktów. A miano...

- To absurd!- wykrzyczała Johanna i podniosła się z kanapy. Wrzasnęła jeszcze raz i uderzyła pięścią w stół.- Teraz już rozumiesz Katniss? To wszystko było zaplanowane. Miało się tak stać. On miał dojść do władzy. Przestrzegałam Jake'a, żeby nie zabierał funduszy z Kapitolu, chciał nawet niszczyć wszystkie pozostałe areny. Jednak nie zdążył. Sprowadzę ich tutaj oby dwu.- powiedziała i złapała za telefon.

Teraz już zaczynam rozumieć. Wszystkie poprzednie bunty i zamieszki miały na celu nas do tego przygotować. Wiedziałam, że prędzej czy później Blackhand przejmie kontrolę. Byliśmy spisani na straty. Nas zwycięzców nie bardzo lubiano w jedynce i dwójce. W końcu wychowywani tam są zawodowi zabójcy. A gdy zaczynają współpracować z Kapitolem, teraz nie mamy szans. Musimy jednak postanowić co zrobimy dalej. Nie mogę po raz kolejny stracić Peety. Przetrwamy to co musi być. Wzdycham głośno i przecieram sunące łzy z moich policzków. Chciałabym teraz znaleźć ukojenie w jego ramionach. Zawsze bronił mnie przed niebezpieczeństwami z otaczającego nas świata. Chroniliśmy siebie nawzajem...

Nie mogę go stracić...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

To jest wstęp do kolejnego rozdziału, który mam nadzieję niektórym wszystko oświeci. :) kolejny rozdział jak tylko uda mi się w tym tygodniu napisać. Pozdrawiam Nszarynska

Fb- https://pl-pl.facebook.com/mellarkeverdeenblog

© Dalsze Losy Katniss i Peeta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci