Menu

Dalsze Losy Katniss i Peeta

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Zapraszam wszystkich serdecznie.

kilka informacji

nszarynska

Witam wszystkich serdecznie. Niestety jak na razie nie mogę dodać rozdziału ponieważ nie mam internetu w laptopie. Zmieniamy router i dlatego. Piszę tylko teraz z telefonu aby poinformowac was o tym. Dzisiaj lub jutro powinnam juz miec internet wiec wtedy jak najszybciej go dodam. :) mam nadzieje ze macie jeszcze troche cierpliwosci ;) To po pierwsze.

Po drugie chciałam wam powiedzieć ze zglosilam bloga do konkursu:  http://blogroku.pl/2014/kategorie/dalsze-losy-katniss-i-peety,aku,blog.html  

Każdy z was może zrobić to samo na stronie blogroku.pl fajna okazja. Blogerzy powinni skorzystać. :)

Pozdrawiam i życzę wszystkim czytelnikom miłego dnia . //Nszarynska

#35 Złe sny

nszarynska

Witam w 2015 roku. Przerwa świąteczna dała mi dużo energii, niestety od razu po przerwie mieliśmy próbne testy Gimnazjalne. Większość czasu spędziłam z rodziną więc nie miałam czasu dodawać rozdziałów bezpośrednio na bloga. Jednak całą wenę, która przychodziła do mnie w niespodziewanych porach, notowałam w zeszycie. Uzbierało się parę notek. Prezentuję wam dzisiaj jedną z nich. :) Mam nadzieję, że ten 2015 rok przyniesie wszystkim blogerom jak najwięcej weny! :) Pozdrawiam was serdecznie i zapraszam do czytania. :) Następny rozdział w weekend.
 Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Kolejne dni to dla mnie męka. Każda noc - nowe koszmary. Nie potrafię już tego znieść. Odkąd Katniss wyjechała, jest tylko coraz gorzej.

 Podnoszę się z łóżka. Teraz już nie ma mowy o śnie, nie po tym co przed chwilą zobaczyłem. Rozprostowuję kości i patrzę przez okno na oświetloną drogę. W około mienią się płatki śniegu. Ponownie zaczął prószyć śnieg. Biorę głęboki wdech i zamykam oczy. Staram się odgrodzić od czegoś co jest nierealne. Wyobrażam sobie wspólne chwile, które spędziłem z Katniss. Uspokajam się trochę. Decyduję się zejść na dół. Zaparzam herbatę i siadam na kanapie. Włączam telewizor licząc na jakieś informacje. Masa reporterów zawsze jest dostępna przez całą dobę, więc poszukuję kanału z wiadomościami. Na ekranie pojawia się Dystrykt 5, potem kolejno następne. W każdym zostało coś odbudowane. Całe szczęście, że prezydentem został ktoś, kto ma do tego ręce. Dofinansowanie dla każdego dystryktu, z uzyskanych funduszy z Kapitolu, było strzałem w dziesiątkę. Pocieszam się tym, że jest to Jake. Ma do tego głowę. Biorę kilka łyków gorącej herbaty. Ciepło rozprowadza się po całym moim ciele. Odkładam kubek, nakrywam się kocem i obracam na bok. Pozwalam moim myślą wolno płynąć. Donośne pukanie do drzwi zrywa mnie natychmiast. Doczłapuję powolnie do drzwi i łapię za zimną klamkę. Przekręcam klucz i otwieram.

- Peeta, dobrze Cię widzieć.- oznajmia zadowolony Jake.- Mogę wejść?

- Jasne, wchodź.- odpowiadam i zamykam za nim drzwi. Pomimo tego, że styczność z zimnym powietrzem miałem dosłownie tylko przez chwilę, to i tak cały zaczynam drżeć z zimna. Odkładam kurtkę Jake'a na wieszak i prowadzę go do kuchni.

- Jak dowiedziałem się, że Katniss nie ma tutaj z Tobą, pomyślałem że wpadnę. - sprostował Jake i usiadł przy stole.

- Miło z twojej strony.- odpowiadam i przytakuję mu. - Napijesz się czegoś?

- Kawy poproszę.

 Nastawiam wodę i zaczynam się zajmować przygotowaniem śniadania. Wyciągam chleb, który wczoraj upiekłem i kroję go starannie. Odkładam go na większy talerz i stawiam na stole.

- Jak masz ochotę to się częstuj.- mówię do niego i sam dosiadam się do stołu. Jake sięga po jedną kromkę i odgryza kawałek.

- Nigdy nie miałem okazji spróbować twoich wypieków. Aż do teraz. Naprawdę żałuję, że nie zdarzyło się to dużo wcześniej.- rzekł i posłał mi uśmiech.

Zaraz po śniadaniu przeprosiłem go na chwilę i poszedłem odświeżyć się do łazienki. Zerkam w lustro i dostrzegam, że mam mocno podkrążone oczy. Dziwię się, że Jake nic mi nie powiedział. Myję zęby i poprawiam ręką włosy. Przebieram się w luźne ciuchy i wracam na dół.

- Jak się sprawuję twoja rola prezydenta.- podpytuję go.

- Daję radę.- zapewnił mnie i po chwili kontynuował. - Czasami jest trochę ciężej z niektórymi ustawami. Przeważnie nie zgadza się na nie Kapitol, Jedynka i Dwójka. Po tej ostatniej, która i tak musiała wyjść miałem piekło. Później wszystko ucichło. Tak jest do teraz. Niepokoi mnie to. Czasami przychodzą ludzie protestując, że nie ma żadnych rozrywek, żebym się stąd wynosił. Ale przecież tak to już jest. Sam dobrze wiesz.- oznajmił i wzruszył ramionami.

- Racja.- odpowiadam.- Moim zdaniem powinieneś ich przesiedlić. Trochę byś ich rozgonił i przynajmniej nauczyliby się życia.

- Tak sądzisz? Myślisz, że nie próbowałem? Ale na następny dzień już miałem strajk. Pomyślałem, więc że poczekam na odpowiedni moment.

- Nie możemy dłużej czekać.- odparłem i wzruszyłem ramionami. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że ten dzień nie mógłby być dobry. Zobaczyłem Katniss, która celuje do mnie z łuku. Obraz rozmazał się, jednak nie musiałem czekać długo na kolejny. Ujrzałem śmiejącego się Gale'a. Jego rechot utkwił mi w głowie. Czułem, że tracę nad sobą panowanie. Złapałem za najbliżej leżące mnie naczynie i z całej siły rzuciłem w ścianę. Dźwięk rozbijającego szkła pogorszył sprawę. Czułem się jakbym rozpadał się na kawałki. Później chwilowo poczułem ulgę, jednak to było tylko złudne.

 Całkowicie straciłem nad sobą kontrolę. Po kilkunastu sekundach zupełnej ciemnoty, poczułam jak osuwam się na ziemię. Chłodny powiew wiatru, wybudził mnie z obłędu. Jake chyba wyniósł mnie na dwór. Niestety na razie nie jestem w stanie nic zobaczyć. Wszystko plącze mi się przed oczami. Katniss jest bezpieczna. Nie... Nie jest. Nie. To zmiech.

- Peeta, chłopie uspokój się.- poczułem jak ktoś szarpie mnie za ramię.

- Gdzie ona jest?!- wydarłem się. Nie potrafię nad tym zapanować. Zacząłem dłońmi przecierać oczy, obraz zaczął się wyostrzać. Co ja gadam. Katniss moja ukochana. Zawyłem z bezsilności i podniosłem się z ziemi. Uderzyłem pięścią w drzwi i zaczerpnąłem głęboki wdech.

- Już myślałem, że odleciałeś. Miałem właśnie biec po Haymitcha.- oznajmił Jake.

- Dzięki.- mruknąłem i wszedłem do domu.- Błagam Cię. Ratuj mnie z tego.- dokończyłem i oparłem się o ścianę.- Jest coraz gorzej.

 

#34 Dziewczynka z Długopisem

nszarynska

HEEEEJKA ;* Przepraszam, że troszkę się spóźniłam ale tak raz w tygodniu to rozdział powinien się zawsze pojawiać, więc bacznie obserwujcie!! Mam nadzieję, że będziecie teraz czytali rozdziały uważnie bo niedługo może być ciekawie..Ale spokojnie! :) Na razie jak to mówią czas pokaże ;) Tym czasem zapraszam was do czytania kolejnej notki. ;) AAa i jeszcze baaaaaardzo wam dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Jeszcze mnie nie zostawiliście Jeeej *.* Kocham was normalnie. :)) Pamiętajcie żeby zostawić ślad po sobie również pod tym... :) // Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~``

Pakuję kilka rzeczy do małej walizki. Zapinam ją porządnie i podaję Peecie w ręce. Za czterdzieści minut mam pociąg. Przechodzę jeszcze do łazienki i poprawiam wygląd. Rozpuszczam włosy z uplecionego przedtem warkocza. Johanna chyba woli mnie tak. Co prawda, przyzwyczaiłam się już do splecionych włosów w warkocz, dawał mi bardziej poczucie bezpieczeństwa, dużo wspomnień, ale tak też nie jest najgorzej.

- Chodź Katniss. Lepiej żebyśmy się nie spóźnili, bo pobiegniesz za pociągiem.- zawołał Peeta. Po tym głosie słyszę, że się śmieje.

- Taa.. Bardzo śmieszne.- odpowiadam i gaszę światło w łazience. Przyciągam do siebie Peetę i zaczynam.- Zajmuj się domem jak mnie nie będzie. Nie pozwól tutaj zbyt długo przesiadywać Haymitchowi, bo zrobi melinę.

- Tak jest.- odparł i się uśmiechnął. Pocałowałam go delikatnie i zdecydowałam, że już czas wyjść.

Nakładamy na siebie ciepłe rzeczy i wychodzimy. Nie jest tak daleko na stację, więc spacer nawet dobrze nam zrobi. Policzki Peety zrobiły się różowe od mrozu. Za pewne moje też. Obejmuje mnie i całuje w czoło.

- Dbaj tam o siebie. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się tam stało podczas mojej nieobecności.- podsumował i przekazał mi walizkę.

- Nie martw się. Kocham cię.- oznajmiam i wsiadam do pociągu. Peeta jeszcze na pożegnanie mi macha i drzwi zamykają się.

Nienawidzę publicznych pociągów. Są wąskie i niewygodne. Całkiem sporo ludzi jest w środku. Siadam na pierwszym lepszym siedzeniu i wyciągam bilet z kieszeni. Odkąd wprowadzili to wszystko, jest tylko pełno zamieszania. Nigdy nic nie będzie dorównywało standardom z Kapitolu. Wzdycham tylko i czekam aż podejdzie do mnie konduktor. Kasuje mój bilet, w międzyczasie odkładam walizkę na półkę u góry. Podróż trochę zajmie, a chciałabym jeszcze w miarę wygodnie usiąść. Po zaledwie pięciu minutach zaczynam czuć na sobie wzrok innych osób w pociągu. Podbiega do mnie mała dziewczynka.

- To ty jesteś Katniss Everdeen?- zapytała i przekrzywiła głowę. W drobnych rączkach zauważyłam, że trzyma kartkę i długopis.

- Tak to ja.- odpowiadam i uśmiecham się przyjaźnie. Rozglądam się po pociągu i dostrzegam, że ponad połowa ludzi patrzy się właśnie na mnie. Gorzej już chyba być nie mogło.

- Mogłabyś mi się podpisać?

- Pewnie.- dziewczynka przekazuje mi kartkę. Łapię za długopis i przez moment zastanawiam się, jak mogę wykonać podpis. Nigdy tego nie robiłam, więc postanawiam że po prostu imieniem i nazwiskiem. Szkoda, że nie ma ze mną Peety. Pewnie namalował by coś pięknego.- Proszę bardzo.- odpowiadam jej i podaję kartkę z długopisem. Dziewczyna odbiega uradowana i siada u mamy na kolanach. Przez chwilę śledzę ją wzrokiem i ponownie się do siebie uśmiecham.

- Co ty tu robisz Katniss?- zapytała mnie jakaś kobieta z naprzeciwka.

- Sama nie wiem. Jadę odwiedzić znajomych.- odpowiadam spokojnie. Czuję jak moje dłonie zaczynają się pocić ze stresu. Sytuacja zaczyna robić się bardzo niewygodna. Nie chciałabym jednak wyjść na gwiazdę z Kapitolu, więc postanawiam być bardziej rozmowna.

- Współczuję ci z powodu tego co się stało z tym chłopakiem.- odparła kobieta i nieśmiało się uśmiechnęła. To było dawno temu, Peetę już odzyskałam. Nie muszę przeżywać tego co kiedyś było. Przypominam sobie jednak jak weszłam na salę, gdy siedział na łóżku, przywieziony prosto z Kapitolu. Gdy zaczął mnie dusić. Delikatnie rozmasowuję ręką gardło. Czuję jak po moim policzku sunie łza wspomnienia.

- W porządku. Już jest wszystko dobrze odpowiadam. Gdyby pani była tak uprzejma, zostawiłaby mnie pani samą?- odpowiadam i opieram się głową o okno.

- Oczywiście już nie będę przeszkadzała.- powiedziała i odetchnęłam z ulgą. Jeszcze kawałek i cały koszmar się skończy. Obiecuję sobie, że nigdy więcej nie pojadę bez Peety, albo kogoś innego, żebym nie musiała odpowiadać na żadne pytania związane z tym co było kiedyś.

Wysiadam z pociągu. Powietrze tutaj jest równie mroźne jak u nas. Stąpam po śniegu i słyszę jak chrupie pod moimi butami. Dostrzegam Annie, która na mnie czeka. Objęła mnie mocno.

- Och jak dobrze cię znów widzieć.- oznajmiła i ścisnęła moją dłoń.

- Ciebie również. Johanna jest w domu z twoim synkiem?- zapytałam i podniosłam walizkę z ziemi.

- Tak już na ciebie czekają.- odpowiedziała i uśmiechnęła się niewinnie.

Podczas drogi do domu, zerkam na ośnieżone w około drzewa. Całe się błyszczą. Cały las pokryty jest śnieżnobiałym puchem. Rzeczkę, którą minęłyśmy, pokrywa zbity lód. Annie otwiera wielkie drewniane drzwi. Z domu wyleciało ciepło, otuliło mnie delikatnie. Ściągam ośnieżone buty i zostawiam w korytarzu. Nie zdążam się odwrócić, a już na mnie rzuca się Johanna i przewraca mnie na ziemię.

- Uhh dawno cię nie widziałam ciemna maso.- powiedziała i zaczęła się śmiać.

- Złaź ze mnie.- mówię i również kwituję śmiechem.- Ja też się stęskniłam. Co u was?

- U nas masz na myśli mnie i Annie, czy mnie i Jake?- zmrużyła oczy i spojrzała z ukosa.

- Was wszystkich. Gdzie jest Dann?- pytam i spoglądam na Annie.

- Akurat zasnął.- odpowiedziała Johanna.- Chodź do kuchni napijesz się czegoś.

Łyk gorącej herbaty automatycznie poprawia mi nastrój.

- Jak tam Peeta?- zapytała Johanna.

- Nie wiem... Coraz gorzej z nim. Nie wiem jak mogę mu pomóc. Jak chcę reagować, to ode mnie ucieka. Zamyka się w swojej pracowni.- mówię i ręką przejeżdżam po drewnianym stole.

- To jednym słowem niedobrze z nim. Nie martw się załatwiłam mu coś, w międzyczasie jak ciebie nie będzie.- mrugnęła do mnie i chyba zobaczyła moją skrzywioną minę, więc powtórnie zaczęła.- Przyjedzie do niego Jake.

- A właśnie, jak sobie radzi w roli Prezydenta?

- Nie jest tak źle jak myślałam. Może być tylko lepiej.- poinformowała i przytaknęła.

- No tak.- odpowiadam i ponownie popijam gorącą herbatę.- Chciałabym żebyś mi w czymś pomogła...- mówię i unoszę głowę.- Mam jeszcze jeden problem.

#33 Zimowy poranek

nszarynska

Jak już widać, pozmieniałam stronę bloga. Dziękuję bardzo Alaska Projekt za wykonanie nagłówka. I dziękuję Pani Ani, dedykuję jej tą notkę, ponieważ wykonała bardzo dobrą robotę. Pani prowadzi również bloga z drugą panią Anią. Znane są ze strony poigrzyskach.pl. Dziękuję jej bardzo, ponieważ zawsze mi pomoże jest niesamowitą osobą! Ale mam jeszcze jedną dedykację jest bardzo szczególna. Dziękuję mojej przyjaciółce Martynie za to, że jest i że pomogła mi przebrnąć przez trudniejsze chwile!! :)A was zapraszam do czytania kolejnego "sezonu". :) Pozdrawiam Nszarynska
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Uchylam delikatnie okno, przez które do pokoju wlatuje zimne powietrze. Nabieram głęboki wdech i zerkam na ośnieżone podwórko. W tym roku bardzo wcześnie zaczął padać śnieg. Obracam się i podchodzę do komody. Rozsuwam górną szufladę i wyciągam spodnie, cieplejszą bluzę i podkoszulkę. Nakładam na siebie w ciszy. Ręką gładzę chłodną pościel, pod którą zawsze śpi Peeta. Często wychodzi gdzieś rano. Albo do Haymitcha pilnować go, żeby się nie napił, albo zagląda do sklepów i jak wraca robi śniadanie. Zbiegam po schodach, wchodzę do kuchni i pierwsze co zawsze robię nastawiam wodę na herbatę. Patrzę jeszcze raz w okno. Dzisiaj jest taki piękny dzień. Odkąd prezydentem został Jake, wszystko zaczęło się układać. Nie głosowaliśmy na Paylor, z powodu tego, że może chciała dobrze, ale ludzie chcieli być wolni, a nie podlegać jej. Nie nadaje się do takiej roboty. Podobnie jak ja. Tutaj trzeba być wytrwałym. Ktoś kto nie umie sobie radzić, i szybko ulega emocjom, nie zda egzaminu. Jake jednak do tej roboty jest idealny. Gdyby Haymitch nie pił, on by nim został. Jednak, nie chcieliśmy ryzykować. Każdy w Kapitolu myśli, że postawienie zwycięzcy Igrzysk, jako prezydenta, byłoby nienormalne. Twierdzą, że mamy nierówno w głowach. Racja, tak jest. Ale nie u wszystkich. U mnie na pewno. Koszmary, wszystko dotyczy tego samego. Każdej nocy pilnuje mnie Peeta. Chociaż ostatnio jest z nim coraz gorzej. Częściej ucieka do swojej pracowni, częściej ma koszmary, albo odpływa gdzieś. Żeby wracał do mnie wystarczało do tej pory objąć go. Teraz tylko go to denerwuje jeszcze bardziej. Johanna twierdzi, że powinnam go zawieźć do lekarza na kontrolę. Haymitch i Beetee, natomiast mówią coś zupełnie innego. "Daj spokój Katniss przejdzie mu." Boję się o niego. Już dawno pojechałby do Kapitolu, ale gdyby zobaczył te wszystkie sprzęty nie wiem czy by nie dostał ataku. Chciałabym, ograniczyć mu dostęp do wszystkich złych wspomnień, związanych z tym co robił mu Snow.
- Katniss już jestem.- słyszę ciepły głos Peety. Podchodzi do mnie i całuje mnie w policzek.- Jak się spało?- zapytał i uśmiechnął się. Jego policzki wręcz iskrzą od koloru różowego.- Wiesz jak jest zimno na dworze?
- Nie najgorzej. Właśnie widzę.- delikatnie dotykam dłonią jego policzka i uśmiecham się.
- Idę się rozebrać i zrobimy śniadanie.- oznajmił i poszedł na korytarz. Wykładam z torby warzywa i odkładam na stół. Wyciągam chleb, który Peeta upiekł wczoraj i kładę go na deskę. Mój chłopiec z chlebem ostatnio zaczął mnie niepokoić, więc sprawdzam czy wszystko z nim w porządku. Wolę się upewnić.
- Peeta wszystko okej?- nawołuję go badawczo z kuchni. Zaraz potem wchodzi do pomieszczenia i ponownie się do mnie szczerzy. Przytula mnie i szepcze mi na ucho.
- Dasz się namówić potem na spacer?- zapytał łobuzersko.
- Może...- Odpowiadam cicho powstrzymując się od śmiechu. - Co u Haymitcha?
- A no tak. Jak na razie dobrze. Jeszcze się nie napił.
- Jeszcze.- mruczę pod nosem.
- Jake do mnie dzwonił i pytał o Gale'a. Dawno go nie widziałem, co z nim?- zapytał i zmarszczył brwi. Sama nie wiem. Nie mam z nim kontaktu już bardzo długo. Nasza ostatnia rozmowa miała miejsce dawno temu. Wzruszam ramionami i kręcę przecząco głową.
- Nie mam pojęcia. Gdyby chciał utrzymywać z nami kontakt to by zadzwonił. Nawet nie wiem gdzie on teraz jest. Chyba wyprowadził się do czwórki.
- Rozmawiałaś już z twoją mamą? Obiecałaś, że dzisiaj do niej zadzwonisz.- przypominam sobie naglę naszą wczorajszą rozmowę. Nie dokończyłyśmy jej, sądzę, że nie jest ona na telefon. Powinnyśmy się spotkać i wszystko sobie wyjaśnić. Ona po prostu się w tym wszystkim pogubiła. A ja pomogę jej z tego wyjść.
Peeta wyciąga tosty z piekarnika i przekłada je na tacę. Zapach zapiekanego chleba z serem pałaszuje mój węch. Siadamy przy stole i zaczynamy jeść.
- Co byś powiedział, jakbym na kilka dni pojechała do Johanny. Odwiedziłabym ją i pojechałybyśmy do Annie.- pytam go i patrzę na jego reakcję.
- Nie no brzmi fajnie. Z resztą już tak dawno się nie widziałaś z Annie i jej synkiem, że warto by było sprawdzić co u niej. A co ze mną?- zapytał ironicznie i ugryzł tosta.
- Peeta...- wzdycham i utwierdzam się tym, że ma rację. Nie mogę go tak po prostu spławić.- No co chcesz pojechać ze mną? I będziesz z nami siedział?
- Uh masz rację. Pójdę do Haymitcha i coś porobimy. No ale na spacer to pójdziemy. Tego mi nie odmówisz.- odparł i rzucił mi radosny uśmiech.
   Po śniadaniu zaraz zaczynam sprzątać. Myję talerze, chowam resztę nieużytych warzyw do lodówki. Chociaż tyle mogę pomóc Peecie. On zawsze całe śniadanie robi sam.
- Peeta, możemy wychodzić.- oznajmiam i nakładam na siebie kurtkę. Zakładam ciepłe buty i czekam aż Peeta skończy. Podaję mu rękę i wychodzimy. Zimne powietrze zderzyło się z moją twarzą. Pod moimi stopami, słyszę jak chrupie śnieg. Biorę go trochę w swoje dłonie i zaciskam w pięści. Tyle co pamiętam ze śniegiem to to, że musiałam go nosić jak Gale został ubiczowany. Wytrącam to wspomnienie i resztę śniegu, który został mi w dłoni wyrzucam daleko przed siebie.
- Czy to wszystko zawsze będzie nas prześladować?- pytam go.
- Co masz konkretnie na myśli?- spojrzał się na mnie i delikatnie objął.
- Wszystko gdzie bym nie poszła, co by się nie działo, kojarzy mi się z tym co było wcześniej. Wiesz, wojna, Gale. To wszystko mnie przerasta. Też tak masz?- między nami zapada milczenie. Właśnie teraz Peeta bije się ze swoimi myślami. Zorientowałam się po tym, że badawczo patrzy na otoczenie.
- Ym, powiedzmy. Jedyne co mam z takich wspomnień, to to co zostawił po sobie Snow. Pustkę. Wypłukał wszystkie wspomnienia. Podmienił je na ciebie. Zostawił tylko jedną przejrzystą wiadomość. Mam cię zabić. Oczywiście tak było. Nie jest tak teraz. Ale ostatnio mam tego coraz więcej. Wszystko nawraca z podwójną siłą. Dlatego staram się ciebie unikać. Nie chcę, żebyś ryzykowała. - odpowiedział i opuścił głowę.
- Peeta. To nie ty mnie wystawiasz na ryzyko. Sama tego chcę. Dobrze wiesz, że nic bym bez ciebie nie zrobiła. Byłabym do niczego. Beznadziejna. Nie umiem nawet przez chwilę o tobie nie myśleć.- odparłam i zatrzymałam go.- Jesteś dla mnie najważniejszy. Nigdy się to nie zmieni. Musisz wiedzieć, że jeżeli coś się z tobą dzieje, masz mi powiedzieć.- Peeta przytakuje mi i obejmuje dłońmi moją twarz.
- Ty nawet nie wiesz jak ja cię kocham.- uśmiechnął się i mocno mnie przytulił.- To kiedy wyjeżdżasz?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że chociażby taki wstęp wam się podobał. Zostawcie po sobie komentarz, cokolwiek. Zmotywuje mnie to do dalszego pisania. ^^

#32 Poranna Kawa

nszarynska

Środa wieczór, notka.. Czemu nie ??? :)Wiecie, że właśnie się zorientowałam, mamy październik, a blog już istnieje 7 miesięcy!! Wow już spory czas z wami jestem ;D Nie za często pojawiały się rozdziały, ale jakieś są :) Następna notka pojawi się być może w piątek, a nie chcę obiecywać ponieważ od dzisiaj zaczynam się przygotowywać do olimpiady z języka polskiego i nie wiem jak tam wyjdzie z czasem. Zauważyliście też że notki są troszkę krótsze, bo brakuje mi czasu na opracowywanie ich a wena by się bardzo przydała... :) Ale nic się nie zmieni z dodawaniem notek. Z resztą jak coś to będę was informowała więc zaglądajcie! :) Oraz komentujcie. Na pewno wasze komentarze pomogą mi się utrzymać w pisaniu tych notek. //Nszarynska ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Po ciężkim dniu padam wycieńczona na łóżko. O niczym innym nie marzę jak zasnąć i mieć spokój chociaż przez 6-7 godzin. Całuję Peetę na dobranoc i niemalże od razu zasypiam. Noc minęła bardzo szybko, po zamknięciu oczu zaraz rozbudziło mnie pukanie do drzwi. Ktoś musi pukać już z dobre 10 minut. Ciężko jest usłyszeć, że ktoś puka z kuchni, a co dopiero z sypialni, która jest u góry. Przeciągam się i głośno ziewam. Zorientowałam się, że Peeta zostawił mi kartkę, na jego pustym miejscu." Idę do Haymitcha, pozałatwiać kilka spraw, będę po południu. Na stole w kuchni masz śniadanie. Peeta". Czyli już mogę przyznać, że cały dzień będę sama. Odkąd Blackhand zaczął się mieszać do władzy, znów nie możemy zaznać spokoju. Momentami już myślę, czy do obowiązków prezydenta nie powinna powrócić Paylor. Jednak nie ufam jej na tyle, aby dopuścić do tego. Nie chcę powtarzać historii z Coin. Z resztą lud się buntował pod jej władzą. Byłoby to złym pomysłem. Zakładam niebieską koszulkę i luźne dresy. Schodzę na dół, jednocześnie zaplatając warkocz. Łapię za klamkę i okazuje się, że za drzwiami stoi Gale.

- Hej Kotna.- powiedział ciepło.- Mogę wejść?- rozejrzałam się jeszcze dookoła, czy to nie jakiś podstęp, marszczę brwi i patrzę tajemniczo na Gale'a. Po chwili jednak, uśmiecham się również i wpuszczam go do środka.

- Przepraszam, że teraz widzisz mnie taką jeszcze nie ogarniętą. Nawet śniadania nie zdążyłam zjeść.- oznajmiłam i zawiesiłam bluzę Gale'a na wieszaku.- Masz ochotę na kawę?

- Pewnie.- odpowiedział i przytaknął ochoczo. Zaparzam wodę i przygotowuję dwa kubki z kawą.

- No to opowiadaj co u ciebie.- mówię wesoło i co jakiś czas zerkam na niego kątem oka.

- Co raz lepiej. Gdyby nie wy to w życiu bym się nie ogarnął.- zaśmiał się.- Teraz już lepiej. A co u was? Jak się wam układa?

Chciałam uniknąć tego pytania. Zawahałam się, cały czas pamiętam jak reagował na moje słowa i wszystko co miało związek z Peetą, pamiętam to, że nie mógł się z tym pogodzić... Złagadzam więc temat, zmieniając go częściowo.

- U nas wszystko w porządku. Lepiej opowiadaj co u ciebie. Słyszałam coś od Beetee'go, że mają nas tutaj zasilić nowe oddziały wojskowe, ponoć należy do nich niejaka Pani Porucznik Chelieder.

- Czy ty masz mi coś do zasugerowania, Kotna?- zapytał się z szerzącym się uśmiechem. Rozmowę przerwała nam gotująca się woda. Zalewam wrzątkiem stojące kubki. Podaje jeden z nich Gale'owi i stawiam cukierniczkę na stół.

- Ja? Skądże. Po prostu chciałabym żebyś był szczęśliwy.- odpowiadam mu i odwzajemniam uśmiech. Poranna kawa orzeźwia mnie już po pierwszym łyku.

- Życie to nie koncert życzeń Katniss.- oznajmił spokojnie i zaczął przewracać łyżeczką w prawej dłoni.- A raczej seria niespodziewanych zwrotów akcji, na które nie mamy wpływu. Sama o tym dobrze wiesz.- wzruszył ramionami i wziął łyk kawy. Czuję, że zaczynam się czuć nieswojo podczas tej rozmowy. Jestem zupełnie sama w domu, oprócz dociekliwego Gale'a. Chciałabym go już wyprosić, ale jest to też jedna rozmowa na tysiąc innych, w których on może się przede mną w końcu otworzyć.

- Co sądzisz o Johannie i Jake'u? Bo wiem, że ty z Jakie'm miałeś dużo do czynienia, więc trochę chłopaka znasz.- kontynuuję.

- Jake to dobry człowiek. Ja bym się tam bał Johanny na jego miejscu.- odparł i ponownie zaczerpnął łyk gorącego napoju.

- No tak. Miałam okazję go bardziej poznać jak wynosił mnie ze szpitala. Przez moment pomyślałam, że być może on... A nie ważne.- urywam szybko. Za dużo powiedziałam. Gale nie może pomyśleć, że Jake mógł coś do mnie odczuwać. Wszyscy, którzy chociażby ze mną rozmawiają, stają się rywalami dla silnych uczuć Gale'a. Wiem, że może mu tylko pomóc czas...

- Pora na mnie. Idę pooglądać trochę nasz dystrykt. Wybiorę się do lasu, dawno w nim nie byłem. Może masz ochotę przejść się ze mną?- zapytał się i łobuzersko uśmiechnął.

- Dziękuję, ale nie. Mam dużo rzeczy na głowie. Kiedy indziej.- Podaję mu bluzę i przytakuję delikatnie.

- W takim razie jak chcesz. Dzięki, że zechciałaś ze mną porozmawiać.- rzekł i pocałował mnie w prawą dłoń. Zabrałam ją i spojrzałam się na niego z ukosa.- No tak przepraszam. W takim razie cześć Kotna.

Zamknęłam za nim drzwi i odetchnęłam z ulgą. Nie mogę mu na to pozwalać. Nie chcę doprowadzać to takich sytuacji jakie były wcześniej. On musi zrozumieć, że z nim nie będę. Ale na razie nie chcę zaburzać tego co między nami dopiero udało się odbudować. Biorę kilka kromek świeżego chleba i smaruję je serkiem śmietankowym, który również dzisiaj rano Peeta musiał chyba kupić. Odgryzam kawałek i wracam wspomnieniami do tego serka, który zostawiała mi Prim. Nic nie potrafiło zastąpić tego smaku. Brakuje mi jej bardzo mocno, ale muszę być silna dla Peety. Już minęło tyle czasu od jej śmierci, a ja nadal nie mogę się z tym pogodzić. Zastanawia mnie to, że mama nadal nie odczuwa chęci kontaktu ze mną. Wszystko tylko dla interesu. Jeżeli ona nie potrafi tego zmienić, to ja muszę...

© Dalsze Losy Katniss i Peeta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci