Menu

Dalsze Losy Katniss i Peeta

Blog stworzony z myślą o wszystkich fanach, którzy mają niedosyt w ich historii podobnie jak ja. Zapraszam wszystkich serdecznie.

#31 Z Innej Strony

nszarynska

Hej, ja już się nie tłumaczę, szkoła i te sprawy jak każdy. Po prostu będę wdzięczna jak to przeczytacie. A po za tym może niedługo pojawi się coś co już od dawna planuję :))// Nszarynska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dlaczego to wszystko musi się dziać? Dlaczego zawsze muszę szybko myśleć? Zerkam na Katniss, która nerwowo zaciska lewą dłoń w pięść.

- Spokojnie kochanie. Obiecuję ci, że jak wszystko się skończy, to pojedziemy na wakacje.- pocałowałem ją i delikatnie się uśmiechnąłem. Odwzajemniła uśmiech, ale szybko spuściła głowę w dół. Zaczynam się zastanawiać, jak to się zaczęło, po co i kto. Dochodzi do mnie, że zapoczątkował to Gale. Porywając Katniss, następnie mnie, dochodząc do władzy i porywając Paylor. Jak on mógł być tak bezmyślny, żeby zatrudnić kolejnego, rządnego władzy pachołka. Kręcę z dezaprobatą głową i dalej kieruję się w stronę salki do nadania transmisji dla każdego dystryktu. Wracam myślami do tego, jak Katniss mnie uratowała. Ja wtedy jak zawsze w takich sytuacjach dostałem ataku. Nie mam pojęcia co by się stało, gdyby Gale'owi udałoby się wstrzyknąć mi ten jad.

Jak ja bardzo kocham Katniss... Gdyby nie ona. Już dawno byłoby po mnie. Jak dobrze, że ją mam. Wtedy jak trafiła do szpitala, a ten gnojek Blackhand ją truł. Wiem, że wtedy schrzaniłem. Mogłem tam zostać. Szczęście w nieszczęściu, że był tam Jake. On uratował ją. Jeszcze mu nawet za to nie podziękowałem. Myliłem się co do niego. A potem ta misja ratowania Paylor. Doszło do nieporozumienia i teraz dzieje się jak się dzieje. Otwieram drewniane, ciężkie drzwi. Na sam nacisk klamki się wzdrygam. Jest metalowa i chłodna. Wchodzimy do sali. Całkiem spora, ze względu na składujący się tam sprzęt. Kiwam Beetee'mu, że możemy zaczynać. Staję przed kamerą i biorę głęboki wdech.

- Przerywamy wszystkie programy, żeby poinformować. Każda minuta jest dla nas bardzo ważna. Zostaliśmy oszukani i wykorzystani przez byłego pomocnika Gale'a Hawthorna. Prosimy o zachowanie spokoju. Gdyby ktoś widział, lub słyszał kogoś pod nazwiskiem Blackhand, prosimy o zaalarmowanie do naszej siedziby. Numer telefonu podany jest niżej na ekranie. Głownie chodzi o to, że ta osoba próbuje dostać się do władzy i do pałacu w Kapitolu. Proszę o zachowanie szczególnej ostrożności. Dziękuję, mówił Peeta Mellark.- macham Beetee'mu ręką i staję przed telewizorem. Już po pięciu minutach na wszystkich programach informacyjnych wyświetla się moje nazwisko. Czasami pojawia się twarz Katniss, lub Gale'a. Kapitol nadal stawia go ze strony prezydenta, który chciał zniszczyć kraj. Może i to prawda, ale ja już mu wybaczyłem. Widzę po nim, że facet się stara. Nie zabraniam też Katniss kontaktu z nim. Oni przecież znają się od dziecka. Rozumieją się lepiej niż my wszyscy razem wzięci. Obejmuję Katniss i ruszam w stronę domu.

- Jak myślisz Peeta, Blackhand podda się dobrowolnie czy pozwoli, żeby tłumy ludzi go znienawidziły?- zapytała mnie i roześmiała się. Odpowiadam tym samym i całuję ją w policzek.

- No teraz to już jak myślę, mamy gościa z głowy.- odpowiedziałem i otworzyłem drzwi. Doszliśmy szybko, bo dom Haymitcha jest zaledwie na przeciwko.

- Błagam cie, tylko nie włączaj telewizora. Jeszcze kilka minut oglądania go i zwariuję. Potrzeba mi odcięcia się od tego wszystkiego.- oznajmiła Katniss i poszła w stronę kuchni. Usiadłem na kanapie i oparłem ręce. Na mojej dłoni zabłyszczał pierścionek zaręczynowy. Wiem, że ze ślubem jeszcze musimy się wstrzymać. Najlepiej, to zrealizowałbym to choćby nawet jutro. Ale Katniss nie. Tak naprawdę, to czasami mam jeszcze do niej wątpliwości. Że może jednak mnie zostawi i wybierze Gale'a. To co między nimi było już dawno temu się skończyło, ale według Gale'a, wygląda to trochę inaczej. On nadal wierzy, że kiedyś ona z nim będzie. Z moich rozmyśleń wybawia mnie Katniss lekkim szturchnięciem.

- Co ty tak się zapatrzyłeś na ten pierścionek?- zapytała i delikatnie splotła ręce. Na moją twarz wdarł się lekki rumieniec.

- Marzę o tym, żebyś już na zawsze była tylko moja.- odpowiedziałem i przyciągnąłem ją do siebie na krótki pocałunek.

~~~~~~~~~~~~

Może teraz już trochę się wam rozjaśniło co było wcześniej i dlaczego. :) Zostawcie komentarze, które tak naprawdę motywują mnie do działania i żebym wiedziała że mam dla kogo pisać. Jeszcze raz przepraszam za nieaktywność :)

Inffoooo

nszarynska

Notka pojawi sie dopiero jutro poniewaz potrzebuje troszke wiecej czasu na opracowanie notki. Bedzie troszke inna ~~~ Nszarynska :))

#30 Trzeba szybko działać...

nszarynska

HEEJO moi ukochani czytelnicy!!! :* <3. Wiem że nie było w weekend rozdziałów, z powodu narastającej nauki! Ale Mamy poniedziałek więc notka jest ;D. Wchodzę dzisiaj na bloga i takie wow miła niespodzianka, aktywność skoczyła podwójnie. Dziękuje za komentarze i proszę o kolejne które motywują mnie do pisania. Tymczasem zapraszam do czytania. Kolejna notka w środę!! //Nszarynska :3

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siedzę na przeciwko Peety i patrzę mu głęboko w oczy. Wiemy co się dzieje. Jednak żadne z nas nie podejmuje żadnych działań. Jest to chwila w której możemy spokojnie pomyśleć o tym co zaraz się wydarzy.

- Peeta. To podstęp.- mówię cicho. Mój głos automatycznie smutnieje. Wszystko ściska mi gardło. Nie jestem w stanie nic powiedzieć. Łzy spływają po moich policzkach.- Ja nie chcę znów przez to przechodzić. Nie dam rady.- zaczynam płakać jeszcze głośniej.- Nie będę ich Kosogłosem!- wrzeszczę i wpadam w jego ramiona.

- Katniss. Spokojnie, kochanie jeszcze wszystko może się wydarzyć. Nie podejrzewajmy najgorszego.

- Ja nie chce tego! Nie chcę!- krzyczę boleśnie i wtapiam swoją twarz w jego pierś.

- Ja wiem. Ciii...- ucisza mnie. Jest opanowany. Ktoś musi, jeszcze przynajmniej on nie stracił rozumu.- Oni zaraz kochanie tutaj przylecą. Wtedy podejmiemy konkretne działania. Sądzę, że jeżeli ktoś chce się zabawić Panem, to będzie miał do czynienia z nami. Nie odpuszczę im tak łatwo.- uspokaja mnie szybko.

- To chore. Ludzie nie mają serca.- łkam nadal. Chciałabym chociaż przez jeden dzień spokojnie siedzieć w domu i nigdzie się nie ruszać. Wszystko oddałabym za takie życie. Jednak mój los okazuję się być trochę inny...

Po kilku minutach do salki wpada Haymitch z Gale'm. Nasz mentor zaczyna kopać krzesło, które do tej chwili stało przed drzwiami.

- Niech to szlag!- warczy i łapie się za włosy.- Jak mogłem być tak głupi!- miota się po całej salce, a jego wzrok zatrzymuje się na butelce wódki, która stała na komodzie. Chwilę później podbiega do niej i odkręca.

- Haymitch! Co ty robisz? Opanuj się!- karcę go i zabieram mu trunek z rąk.- Zaprzepaścić tyle pracy na takie za przeproszeniem głupoty.

- Głupoty? Ty wiesz co się zaraz stanie?- zapytał ironicznie i zaczął się śmiać. Patrzę na niego podniesionym wzrokiem. Chciałam mu przytaknąć ale zawahałam się przez moment. Więc pozostaję bez ruchu.- No właśnie. To ja ci powiem moja droga. Zaraz ten wierny druh twojego kumpla zrujnuje całe państwo. A wiesz dlaczego? Bo jesteśmy za głupi. Dlatego zawsze przegrywamy.- zaśmiał się ponownie i wyrwał mi butelkę z rąk. Rzucił ją o ziemię, butelka z trzaskiem się rozbiła. Przezroczysty płyn zaczął się rozprowadzać po zimnej posadzce.

- Haymitch dość.- złapał go za barki Gale.- Wiem, że schrzaniłem. Ale teraz trzeba go powstrzymać.

- Kogo macie na myśli?- zapytał Peeta i podniósł się z krzesła.

- Blackhand. Mówi ci to coś?-rzucił pusto Haymitch i siadł przy ścianie, nadal coś do siebie gadając.

- Daj spokój. Przecie...- nie zdążyłam nic powiedzieć, bo przerwał mi Beetee, który właśnie wjechał do pokoju. Zaraz za nim wparowała wściekła Johanna.

- Kogo mam najpierw zamordować?- zapytała kpiąco i przeszyła nas wszystkich karcącym spojrzeniem.- Banda idiotów.

- Uspokójcie się wszyscy. Ludzie!- wrzasnął Peeta i rąbnął pięścią w stół. Teraz naprawdę widzę, że jest zdenerwowany. Poprawił ręką włosy i wziął głęboki wdech.- Czy wy myślicie, że on mógł to wszystko zaplanować? Jesteście tego pewni? Gale?

- No ja sam nie wiem. Wszystko na to może wyglądać.

- To wiesz czy nie wiesz?- zapytał ponownie i uniósł brwi.

- Nie do końca. Johanna zawołaj Jake'a.- odparł Gale. Zmarszczył czoło i przysiadł do stołu.- Peeta ma rację. Musimy się uspokoić. To nic nie da.

- A co z Paylor? Uratowaliście ją? Tak?- oznajmił delikatnie Peeta i ponownie siadł.

- Z Paylor wszystko w porządku. Wiedziałem, że to podstęp bo to nie byli wysłannicy Gale'a. Właśnie teraz jest w szpitalu. Badają ją kontrolnie. Niby nic jej się nie stało na mój rzut oka.- oznajmił nasz mentor.

- Na twój rzut oka nigdy nik...- urwał mi Peeta.

- Kochanie.- rzucił cicho.- Nie teraz.- zaprzeczył głową i uśmiechnął się. Ma rację. Chciałam wyrzucić wszystko naszemu mentorowi. Przypomnieć mu moją pierwszą arenę. Może nie było tak źle dla mnie, ale nie było najlepiej. Peeta cierpiał okropnie, żaden sponsor mu nie pomagał. Niestety nie zdążyłam tego z siebie wyrzucić. Mruknęłam tylko i złapałam Peetę za rękę. Do salki przyszedł Jake.

- Już o wszystkim mi powiedzieli. Jeżeli macie na myśli Blackhand'a, to tego akurat nie jestem w stanie wiedzieć. Gale miał najwięcej z nim do czynienia. Co fakt był bardzo tajemniczy. Tak mogłem podejrzewać, że jest z nim coś nie tak.

- A jak to nie on?- zapytał jeszcze raz Peeta.- Może się wszyscy mylimy. Nie możemy teraz popełniać błędów, tym bardziej, że zależy nam na czasie. Jeżeli to on to nie możemy dopuścić go do władzy. Trzeba działać natychmiast. Gale i Jake. Musicie zabrać oddziały i zabezpieczać siedzibę Kapitolu. Beetee ty musisz załatwić mi połączenie z każdym dystryktem. Musimy zyskać na czasie.

- Powodzenia.- odparli wszyscy jednym głosem. Każdy zabrał się do pracy. Więc ja również nie chcę z siebie robić pokraki. Idę razem z Peetą do sali, w której mamy rozłożony sprzęt do komunikacji.

- Peeta. Zaczekaj.- ciągnę go za rękaw od bluzy.- Jeżeli im się coś stanie? Nie możemy na to pozwolić.

- Wiem kochanie. Musimy szybko działać.- przyciągnął mnie do siebie na delikatny pocałunek. Zatapiam dłoń w jego włosach i cieszę się tymi kilkoma sekundami. Nie wiadomo kiedy doczekam się takiej następnej...

#29 Akcja, reakcja.

nszarynska

okkkk :D . Jest rozdzial. :D przepraszam za ten poslizg ale net nie pozwolil -,- Zapraszam więc do czytania :)// Nszarynska p.s. I DO KOMENTOWANIA. Dziekuje za uwage :3.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Siedzę z Peetą na przeciwko małego monitora. W około nas panuje dominująca cisza. Czekamy na najdrobniejszy ruch w telewizji. Cały czas ciemny ekran. Gdyby nie to, że zdążyłam już przywyknąć do ciszy, to by mnie to denerwowało. Teraz jednak czekamy aż Beetee nada sygnał. Lada moment może się wszystko uruchomić. Pokój jest zimny, kiepskie oświetlenie. Jest to w pracowni Haymitcha, której wcześniej nie widziałam. Pewnie kiedyś nie nazywała się pracownią, a raczej barem bo obok nas leżą jeszcze cząstki pobitego szkła. Peeta delikatnie obejmuje mnie ramieniem. Okrywa nas kocem, który wzięliśmy na wypadek, tego jakbyśmy zmarzli. Jednak po prostu robię się zmęczona, pomimo napiętej sytuacji. Ale Peeta się mi nie dziwi, zresztą ja sobie też. Jest w pół do drugiej w nocy. Zdecydowali się na akcję później z tego względu aby ominąć zbędnych świadków. Nagle na ekranie zaczyna się coś poruszać i z głośników wydobywa się rześki głos naszego mentora.

- Śpicie?- zapytał wesoło. Oprócz jego głosu słychać jeszcze ich ciężkie kroki. Prawdopodobnie nie doszli do miejsca akcji.

- Nie. W porządku. Jeszcze nie.- odparłam pomrukując. Peeta zaczął ziewać, zaraz potem wyprostował się i przetarł oczy.

- No to dobrze. Zaraz będziemy zaczynać. Widać nas?- na monitorze pojawił się Haymitch trzymający kamerę. Po jego prawej stronie idzie Gale. Za nimi idzie jeszcze trzech uzbrojonych gości.

- Wiecie już gdzie ten bunkier?- zapytał Peeta i oparł się łokciami o kolana.

- Tak, Beetee namierzył go kawałek za wejściem do podziemi. Jest tam mniejszy lasek, w sumie no nie tak zaraz bo kawałek trzeba iść co właśnie teraz widzicie.- poinformował nas i przymocował sobie kamerę do czarnej czapki.

- Uważajcie na siebie.- powiedziałam i wtuliłam się jeszcze mocniej w Peetę.

- Będziemy skarbie. Nie musisz się martwić.- odpowiedział i uśmiechnął się.

Jestem zła że to właśnie Haymitch musi iść. Wiem dobrze, że jest na to skazany. Musi pilnować Gale'a. Nie wiadomo co mu może do głowy odbić. Jednak zaczynam mieć do niego zaufanie. Jest w jego oczach zrozumienie, którego wcześniej nie było. Już nie jest taki dziki i płochliwy. Uświadomił sobie chyba co zrobił. Wyrzuty sumienia zaczęły go dręczyć co doskonale widać.

- Zaraz już będzie wszystko jasne.- rzekł Peeta i pocałował mnie w czoło.- Paylor się odnajdzie i wszystko wróci do normy.

- Oby.- odparłam. Wszystko zaczyna mnie drażnić. Staram się uspokoić. Boję się tego, że Paylor mogli robić krzywdę, chodzi o to co chciał robić mi Gale. Oni są potworami. Mam nadzieję, że jest z nią wszystko dobrze. Pomimo, że nie znam jej tak dobrze, martwię się o nią. Chyba każdy by to zrobił na moim miejscu. Martwię się o tych co mieli ze mną styczność. Nie chcę żeby więcej ludzi przeze mnie cierpiało.

Nagły świst powietrza i krzyk jednego ze strażników stawia mnie na nogi. Haymitch gwałtownie się obrócił. Ktoś został postrzelony. Ktoś się nas spodziewał. Przez magnetofon zaczął przedzierać się rozpaczliwy krzyk Paylor.

- Ani kroku dalej, albo wasza pani prezydent pożegna się z życiem.- powiedział męski i twardy głos.

- Teraz!- Krzyknął Haymitch i rzucił się do boju. Biegnący za nim Gale, wystrzelił grad kul w stronę strażników. Połowa popadała martwa na ziemię. Mentor musi być wściekły bo słyszę jak wrzeszczy przy wystrzelaniu pocisków z karabinu. Niestety nie widzę go bo obrócił kamerę w stronę akcji. Ściskam mocniej rękę Peety i wpatruję się w monitor.

- Czysto!- zawołał Gale i machnął ręką w stronę wejścia.- Mamy szanse. Trzeba ją ratować.

Wszyscy wbiegli do bunkra. Zaczęli się rozdzielać na dwie grupy. Haymitch zabrał Gale'a i jednego ze strażników, a resztę pozostawili na początku. W razie gdyby zaczęły się zbliżać posiłki.

- Cholera jasna. To ty za tym stoisz? To twoi żołnierze?- warknął Haymitch w stronę Gale'a.

- Nie, naprawdę to nie ja.- zaprzeczył i rozłożył boleśnie ręce.- Wiem że Blackhand, on... On był inny. Zatrudniłem go, owszem ale wiedziałem że jest z nim coś nie tak. Prawdopodobnie oni są od niego.

- Gratulacje. Zatrudniłeś bandę debili.- wrzasnął Haymitch.- Jak można być tak nieodpowiedzialnym.- pisnął pod nosem i poszedł przodem.

Długie, betonowe schody na dół, oznaczają dalszą drogę.

- Pójdę przodem.- powiedział  Gale i przebiegł sprawnie obok mentora. Zwolnili nieco i zaczęli przesuwać się wzdłuż ściany. Z końca korytarza wydobywały się donośne krzyki. Po prawej stronie, byly odsunięte metalowe drzwi. Gale nabrał sił i kopnał je. Trzasnęly i odstrzeliły do środka. Jego twarz nagle zbladła. Ekran zamigotał i obraz zaczął się rozmywać.

- Wiedziałam!-wrzasnęłam.- To było z góry przesądzone na porażke. Oni przecież... - załkałam cicho i wtuliłam się w Peetę.

- Spokojnie kochanie, może nic im się nie stało. Nie martw się, nie wierzę,żeby Gale nie wyszedł cało z tej akcji. Dzwoń do Beeteego.

Wzięlam do ręki telefon i pośpiesznie wystukałam numer. Ręce całe mi drżą z nerwów. Błagam niech odbierze...

-Beetee?- pytam po usłyszeniu szumu w słuchawce.

-Katniss. Wiem wiem. Spokojnie. Straciliście tylko przekaz.-odetchnęłam z ulgą. Już myślałam...

- oh Beetee. Co oni teraz robią?.-pytam niepokojąco.

-Wynoszą Paylor. Ale to wszystko jest jakies podejrzane... jakby.-przerwał.

-Jakby co? - ciągnę dalej i czekam na reakcje.

- Jakby. To podstęp. Tylko jeszcze nie wiemy kto i co miało to dać. Jaki był tego cel. Mamy jakieś 30 minut. Widzimy się w tym miejscu gdzie jesteście. Nigdzie się nie ruszajcie i zabezpieczcie dom.- przerwał i się rozłączył. Teraz już wiem, że mamy do czynienia z kolejnym typem, który za wszelką cenę będzie chciał nas nastraszyć... ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Tak wiem. Słaby rozdział ale dzisiaj to taki czysty spontan xD. Ok ok jedna ważna rzecz na koniec. Chce wam podziekowac za wasze komentarze pod poprzednią notką. Jednym slowem OKAY. :3

Inf

nszarynska

Ziomki! Ziomeczki >.< rozdzial pojawi sie do 30-40 minut. Dlaczego? Ogladalam dzisiaj GNW bo jestem na obozie i z neta z telefonu lecielismy. Oczywiscie transfer mi sie skonczyl 2gb neta poszloooo. Ale jest ograniczony transfer wiec caly czas siedze na tel i pisze. Pojawi sie na pewno.//Nszarynska

© Dalsze Losy Katniss i Peeta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci